sobota, 3 maja 2014

Rozdział 2

Szpitalna sala, na jednym z łóżek leży młody mężczyzna, a przy nim siedzi jego przyjaciel. Mężczyzna się budzi, jest podłączony do kroplówki, maszyn, a jego twarz jest blada i posiniaczona. Spogląda na przyjaciela.
- Cris co z Lisą ?
- W porządku Memo, robią jej badania. Zaraz tu przyjdzie.
- Skoro z nią jest dobrze to ja mogę umierać, bo to nastąpi prawda ? - Cris nie wiedział co powiedzieć. W jego oczach pojawiły się łzy. - Stary nie rozklejaj się, najważniejsze, że jej nic nie jest. - uśmiechnął się blado do przyjaciela.
- Memo nie umrzesz. Nie możesz ! Rozumiesz ?!
- Cris na pewne rzeczy nie mamy wpływu, ale na inne tak. Chcę żebyś mi coś obiecał.
- Wszystko.
- Zajmij się Alise. Ona musi skończyć studia, musi znaleźć męża, mieć dzieci i musi być szczęśliwa. Obiecaj, że zawsze jej pomożesz. Ona jest tak cholernie krucha.
- Obiecuję, ale niepotrzebnie, bo to ty się nią zajmiesz.
- Nie przyjacielu, ale wiem, że z tobą będzie bezpieczna, że nie dasz jej skrzywdzić. Ronaldo wiem więcej niż ci się wydaje. - w tym momencie do sali wbiegła zapłakana brunetka i rzuciła się na łóżko chłopaka. - Ej Lisa nie płacz będzie dobrze.
- Znowu kłamiesz. - uśmiechnął się blado i otarł palcem jej łzy. - Memo to moja wina, to ja powinnam prowadzić ten samochód, ten tir powinien uderzyć we mnie, to ja to wszystko wymyśliłam.
- Alise przestań ! - rzadko na nią krzyczał. - Wiesz co jest gorsze od mojego bólu ? Twój. A od mojej śmierci...
- Memo nie mów tak. Musisz walczyć.
- Obiecaj mi coś .- popatrzył na nią a z jego oczu zaczęły spływać łzy. - Jezu tak cholernie, mocno cię kocham. - pocałował ją. - Obiecaj mi, że się nie poddasz. Jutro znowu wstanie słońce, a ty musisz żyć by je zobaczyć, bym i ja je zobaczył. - jej szloch zaczął wypełniać całą salę.
- To nie miało tak wyglądać. Zobaczysz te cholerne słońce, jeszcze nie raz ! Rozumiesz Memo ?!
- Tak kochanie, ale tylko w twoich oczach. - w tym momencie na ekranie jednego z monitorów pojawiła się długa cienka prosta linia, a ciszę sali przełamał przeraźliwy krzyk kobiety, której sens życia skończył się w tym momencie.

Cris obudził się cały zalany potem. To był straszny sen, zapalił lampkę i wziął do ręki zdjęcie na którym był Memo.
- Dlaczego akurat dzisiaj ? Dlaczego to dzisiaj przyśnił mi się ten cholerny dzień ? - zszedł do kuchni, by zrobić sobie czekoladę, zawsze pomagała mu myśleć, na dole napotkał Lisę, która również nie mogła spać. - Dlaczego nie śpisz ?- spytał.
- Jakoś nie mogę, śnił mi się Memo. Ten wypadek.
- Mi też się śnił, ale wszystko co działo się po wypadku.
- To już tyle lat. Zrobisz też dla mnie ? - Cris wyjął 2 kubki. - Czasami myślę jak wyglądało by nasze życie gdyby tu był. Tęsknie za nim, ale to wszystko nie boli juz tak jak kiedyś.
- Czas leczy rany. Z każdym dniem jest lepiej. Ale ja też za nim tęsknie. Chociaż już do niego nie dzwonię. - spojrzała pytająco na przyjaciela. - Dzwoniłem, dalej mam jego numer. Zawsze, jak coś było nie tak albo jak było super to dzwoniłem do niego. Już tego nie robię.
- Ja wcale nie byłam lepsza. Przez długi czas chodziłam w miejsca gdzie bywaliśmy razem, albo nie wiem mówiłam do niego. Jak robiłam zagłośno telewizor, a potem nieściszałam go i szłam do kuchni to i tak krzyczałam Memo. - oboje się roześmiali. - Dziś czasami jak coś mi się nie uda to krzyczę z bezsilności żeby mnie przytulił, ale już tego nie robi.
- I tak świetnie sobie radzisz. On wiedział, że dasz radę.
- Tak, wierzył we mnie bardziej niż ja sama. Najgorsze było to, że ja nie umiałam, żyć bez niego, bo odkąd pamiętam żyłam z nim.
- Rozumiem.
- Nie pamiętam swojego życia z tego momentu kiedy nie byliśmy razem. W końcu nie wiem od kiedy ze sobą chodziliśmy odkąd skończyliśmy 12 lat. To zabawne. Pamiętasz jak zaczęła się nasza przyjaźń ? - spytała, a on wybuchnął śmiechem.
- Jasne. Przyszłaś na boisko zgolona na jeżyka, bo chciałaś wyglądać jak chłopak, nawet wtedy byłaś śliczna. Ile miałaś wtedy lat ?
- Nie wiem 8.
- Wiesz co Memo wtedy powiedział ? Że jesteś tak porąbana jak my. - oboje się zaśmiali. - Bo byłaś.
- Tak wiem. A później wszystko robiliśmy razem. Zawsze wam kibicowałam, biłam się w waszej obronie.
- Tak pamiętam jak stanęłaś pomiędzy nim, a jakimś chłopakiem i oberwałaś, Memo wtedy stwierdził, że się z tobą ożeni. - Lisa oparła na nim głowę.
- Jak to wszystko się szybko spieprzyło. Jedna decyzja pociągnęła inne, a my nie potrafiliśmy się przyjaźnić.
- To nie było tak Lisa.
- Nie tłumacz się Cris to tylko i wyłącznie moja wina. Ale wiesz co mam pytanie.
- Pytaj.
- Czy ty  Cristiano Ronaldo dos Santos Aveiro jesteś naprawdę takim kobieciarzem jak piszą w mediach ?
- A co jesteś zazdrosna ? - szturchnęła go łokciem. - Wiesz ja po prostu jestem boski i dobry i nie odmawiam kobietom.
- Ufff, a już myślałam, że jesteś podrywaczem, a ty jesteś anioł nie człowiek. - długo jeszcze rozmawiali. Zasnęli na kanapie. Obudził ich budzik o 11, w końcu o 12:30 miała zacząć się chemia. Zjedli razem śniadanie, uszykowali się i pojechali pod klinikę zanim przekroczyli jej próg Cris zwrócił się do Lisy.
- Gotowa ? - uśmiechnęła się.
- By żyć. - oparła się na nim i weszli do środka, gdzie przyjął ich lekarz. Lisa wolała, by Cris został przed salą w której podają chemię ale on się uparł. Lekarz podłączył ją do aparatury.
- To ja państwa zostawię. Przy pierwszej chemii nie powinno być wymiotów, ale w razie czego wszystko jest na sali. Wrócę za 10 minut.
- Cris nie musisz tu ze mną siedzieć, na początku jest nieźle.
- Mhm nigdy nie mówiłaś jak było źle. - popatrzyła za okno. Przed szpitalem był park, spacerowało tam mnóstwo ludzi. - Co się dzieje Lisa ?
- Wiesz tam wszystko jest łatwe. Ludzie są szczęśliwi, to zabawne, że wystarczy tylko wyjść z tego szpitala, by wiedzieć że się żyje. A ty nie masz jakiegoś treningu ?
- Mam na 18, chcesz pójść ze mną ?
- Wiesz mam inne plany. - Cris uniósł jedną brew pytająco. - Zamierzam posprzątać trochę u ciebie i do końca rozpakować swoje rzeczy. Wiesz dawno nie mieszkałeś z kobietą.
- Mam sprzątaczkę wiesz ?
- Nie ważne. Ja chcę to zrobić, chcę żeby było normalnie.
- To twoje marzenie ?
- Tak, prozaiczne i banalne ale tak, a i jeszcze jedno od dzisiaj ja gotuję. Ja muszę zdrowo się odżywiać i ty też, koniec z jedzeniem na mieście.
- Mówisz jak moja matka.
- Potraktuje to jako komplement. - lekarz wrócił.
- Pani Alise teraz proszę powoli wstać.- Cris ją podtrzymywał. - Zalecałbym odpoczynek. - wiedział po jej minie, że nie to miała w planach. - może chociaż kilku godzinny sen, a jutro widzimy się o tej samej porze.
- Dobrze panie doktorze. - oboje pożegnali się z lekarzem i pojechali do domu. - Nawet nie myśl, że będę odpoczywać, jeszcze zdążę. - rozłożył ręce w geście bezradności.Lisa ruszyła do kuchni, pozmywała naczynia i zajęła się obiadem. On widział jak bardzo ją to cieszy. Cris w czasie gdy ona gotowała zadzwonił do matki, by ją trochę uspokoić, zawsze lubiła Lisę. Memo też lubiła. Rozmowę z matką przerwał mu głośny huk dochodzący z kuchni. Od razu pobiegł to sprawdzić. W kuchni stałą bezradna i troszkę otępiałą Lisa, a przy jej nogach leżały kawałki szklanej miski, jeden nawet ranił ją w stopę.
- Cris ja nie chciałam, ja to posprzątam nie wiem jak to się stało.
- Lisa to nie jest ważne, krwawisz.- dopiero teraz spojrzała na swoją stopę. Wziął ją na ręce i posadził na kanapie bandażując jej stopę, nie wiedzieć czemu ona się rozkleiła. - Ej nic ci nie będzie. - starał się ją pocieszyć.- Ja też czasami tłukę rzeczy.
- Nie chodzi o miskę Cristiano, chodzi o to, że jestem bezużyteczna. Przytul mnie. - zrobił to o co prosiła. - Mam dosyć chcę w miarę możliwości nie być ciężarem i pomagać ci, a narazie to ty pomagasz mi i poświęcasz się dla mnie. A to nie tak miało być, to ja miałam ci wynagradzać to wszystko, to co się kiedyś wydarzyło.
- Alise przestań, jestem dużym chłopcem, wtedy też byłem i wszystkiego byłem świadomy. Przestań się obwiniać o to wszystko. A gotować będziemy razem, tylko może od jutra hmm ? - musiała się zgodzić. - A teraz może się położysz ?
- Może nie. Wiesz, że jestem uparta, nie walcz ze mną. Może jednak pojadę z toba na ten trening. - uśmiechnął się. Lisa wyszła do ogrodu, a on zadzwonił do Sary, polubiły się może ona mu pomoże, zgodziła się bez wahania. Umówili się, że posiedzi z nią na treningu. Cris dokończył obiad. Nie za bardzo wiedział jak ma to wyglądać by ona poczuła się normalnie. Gdy był zajęty obiadem ona usiadła przy blacie i go obserwowała.
- Ronaldo chciałabym się czymś zająć i nawet wiem czym. Codziennie w szpitalu odbywa się chemia dla dzieci, może mogłabym im pomóc jakoś przez to przejść.
- A to bezpieczne dla ciebie ?
- Rakiem nie można się zarazić. - uśmiechnęła się.- A tym bardziej jak się go już ma. Chce im pomóc, jest im na pewno ciężej niż mi.
- Okej, zdzwonię do lekarza, o której to się odbywa. - pocałowała go w policzek. - Dobra dobra nie podlizuj się. Siadaj jemy. - zjedli w spokoju, a przed treningiem przyjechał do nich Marcelo nie był jednak sam. Enzo też z nim przyjechał, Lisa strasznie się ucieszyła. Pojechali razem, a na miejscu czekała Sara. Dziewczyny przywitały się ze sobą.
- Widzę, że Cris zapewnił mi towarzystwo. - uśmiechnęła się do Sary. Enzo biegał po murawie z piłką. Towarzyszył mu Karim.
- On martwi się o ciebie i strasznie o ciebie dba.
- Tak wiem, jest dobrym przyjacielem. Nidy nie miałam lepszego.
- Łączy was szczególna więź. - zauważyła słusznie Sara.
- Tak to prawda. Mamy wspólną przeszłość. Wiele się jednak zmieniło. - chłopcy weszli na murawę jak zawsze świetnie się bawiąc. Enzo siedział z dziewczynami.
- Ciociu jestem głodny.
- Okej, zaraz coś wymyślimy, na co masz ochotę ?
- Na Mcdonallda.
- Niedaleko jest jeden. - wtrąciła się Sara. - Chodźcie przejdziemy się.
- Ja jestem za. - krzyknęły tylko chłopakom, że zaraz wrócą. Cris nie był zadowolony, nie chciał tracić Lisy z oczu.
- Cris, spokojnie zaraz wrócą. - zwrócił się do niego Pepe.
- Tak wiem, gramy.- po treningu usiedli na murawie, żeby chwilę odpocząć.
- A może jakaś impreza co Cris ? Jutro ?
- Sam nie wiem, a Lisa ?
- Może iść z nami, a jak nie to na pewno się nie obrazi.
- Sam nie wiem Fabio, pogadam z nią.- na murawę wbiegł szczęśliwy Enzo. Podbiegł do Marcello. - A gdzie Lisa i Sara.
- Pokojnie wujek, ciocia Lisa jest bardzo powolna.
- Wiedziałem, że ten spacer to nie jest dobry pomysł.
- Cris uspokój się, normalność jest ważna. Nie możesz za nią oddychać.- zwrócił mu uwagę Marcello. Zobaczył, że Lisa weszła na trybuny podszedł do niej.
- Wszystko ok ? - spytał. Zobaczył na jej twarzy wielki uśmiech.
- Tak, a dlaczego ? Rozchmurz się z tą miną ci nie ładnie. Cris może ty też wróć do normalności, nie chce żeby twoje życie prywatne cierpiało przeze mnie.
- Może porozmawiamy o tym w domu, poczekaj wezmę swoje rzeczy i pojedziemy do domu. - Lisa musiała się zgodzić, Enzo z Marcelo zabrali się z Pepe. Lisa pożegnała się z Sarą. Wsiadła z Crisem do auta.
- Chłopaki jutro idą na imprezę nie masz nic przeciwko ?
- Jasne Cris, mam wiele nawet za tym żebyś poszedł. Nie możesz być przeze mnie więźniem. Cieszę się że wyjdziesz.
- A ty ?
- A ja porozmawiam z mamą, siostrą na skype. Nie wiem poczytam książkę.
- Pytałem czy nie chcesz iść ze mną ?
- Nie Ronaldo klub, pełen dymu i innych takich to nie dobry pomysł nie mam ochoty. - dojechali do domu. Lisa od razu się położyła.
Gdy wstała on rozmawiał przez telefon, na zegarku była 10, ta chemia była bardziej męcząca niż się spodziewała. Podeszła do lustra i rozczesała włosy, by związać je w kucyk, zauważyło, że trochę ich ubyło. Nie były to znaczne ilości ale wiedziała, że z czasem coraz więcej i szybciej będzie ich wypadać. Ubrała się w dres i zeszła do niego na dół. Rozmawiał z mamą, więc kazała ją pozdrowić. Zawsze się lubiły, pani Aveiro uważała nawet, że Lisa zostanie jej synową, to było jednak nie możliwe. To z Memo miała spędzić całe życie, ale oczywiście nie chciała odtrącać Crisa. Kochała go bardzo, tak bardzo, że jak wyjechał nie potrafiła położyć się w nocy spać bez przepłakania choćby godziny. Ale czas leczył rany, ona miała ich wiele, ale zabliźniły się. Los dał jej jednak szansę tylko cały czas zastanawiała się czy tę walkę o wszystko musiała stoczyć z kimś kogo przed laty tak strasznie skrzywdziła. Z rozmyślań wyrwał ją głos przyjaciela.
- To co jakie plany na dzisiaj ? - spytał całując ją w policzek.
- Na 12 chemia, a o 13 siedzę z dziećmi w szpitalu, a później jem z tobą obiad. A jak twoje plany ? - robiła grzanki dla ich obojga, pokroiła wszystkie składniki też by zrobić omlet.
- Mam na 13 trening, o 15 będę w domu to zajmiemy się obiadem, a na 20 idziemy na tą imprezę. Może Sara wpadła by do ciebie na noc ?- wiele ryzykował tym pytaniem, wiedział, że Lisa nie chce być ciężarem.
- Nie ! Powiedziałam ci Ronaldo poradzę sobie. Zrozum to. Będą chwilę kiedy będę cię potrzebowała one jeszcze przyjdą, daj mi jeszcze pocieszyć się samodzielnością, bo to się skończy Cris boję się, że sam nie zdajesz sobie sprawy jak szybko to będzie.
- Dobrze.- zgodził się zrezygnowany.Odsunął jej krzesło i siedzieli razem jedząc śniadanie. Na 12 zawiózł ją na chemię, tym razem dawka była minimalnie większa. - Naprawdę po chemii chcesz spotkać się z tymi dziećmi ?
- Tak jeżeli tylko im to pomoże. Póki mogę. - Po chemii Cris pojechał na trening, a ona poszła do dzieci. Rozmawiała z nimi, były pełne woli walki. Śmiały się, a nawet żartowały. Choć były od niej o tyle młodsze to były znacznie silniejsze, traktowały raka jako jedną z przeszkód, takich jakie człowiek napotyka czasami na spacerze - przewrócone gałęzie które trzeba przeskoczyć. Takie były te dzieci. Ona dawała im nadzieję, ale nie w tak dużym stopniu w jakim tę nadzieję otrzymywała od nich. To było wspaniałe, jak takie małe istotki wiele mogą dać. Modlili się razem, tak zawsze kończyła się ich chemia, modlitwą żeby ta chemia pomogła im. Wyszła z sali dla dzieci silniejsza, nie tyle fizycznie co psychicznie. Poszła do kościoła. Długo tam siedziała, czuła się tam dobrze. Mówiła o swoich planach, o tym że wygra. Tyle ludzi ją wspiera, wierzy w nią, tylu ludzi bolałaby jej śmierć. Nie chciał by jej rodzice cierpieli, by cierpiał on, wycierpiał się przez nią już wystarczająco. Ale był jeszcze ktoś obiecała Memo, że się nie podda i że będzie w życiu szczęśliwa, wiec tak będzie. Jej choroba musi być tylko rozdziałem w historii jej życia, życia, w którym ten rozdział już przeminie słońce świecić będzie wiecznie. Nie zajdzie już nigdy. Wróciła do domu, a on już był. Od razu mocno ja przytulił.
- Gdzie ty byłaś ? - spytał patrząc na nią.
- Spokojnie, z dziećmi, a potem w kościele.
- Martwiłem się.
- To nie musisz, dzisiaj zdałam sobie sprawę jak wiele znaczy dla mnie życie. - uśmiechnął się. - I ludzie, którzy mnie otaczają. - spojrzała na niego. - Nie zostawię cię Cristiano, zbyt bardzo wtedy mi ciebie brakowało. - przytuliła się do niego.
- Mnie ciebie też, ale byłem młody, wiele się wtedy wydarzyło. Przed wypadkiem, nie miałem prawa cię pocieszać po jego stracie. Nie miałem prawa nawet obiecywać mu tego co mu obiecałem.
- Miałeś. Ale uświadomiłam sobie też, że musimy go pożegnać. Raz na zawsze. Dlatego chciałabym pojechać po jutrze do Portugalii, spakować jego rzeczy, pożegnać go. Bez tego nigdy nie ruszę do przodu.
- Dobrze tak zrobimy. Pojedziemy do Portugalii i go pożegnamy, tak jak na to zasługuje. - uśmiechnęła się do niego.
- Chyba jesteś głodny hmm ? - ruszyli do kuchni by zacząć wspólnie przygotowywać obiad. Po obiedzie jeszcze rozmawiali on opowiedział jej o treningu, a ona jemu o dzieciach i o tym jak wielkie wrażenie na niej zrobiło ich podejście. Razem wymyślili, żeby zabrać dzieci na trening Realu Madryt, jeżeli lekarze oczywiście na to pozwolą.

2 komentarze:

  1. Dzięki temu, że jest majówka i matury postanowiłam nadrobić Twoje opowiadanie, ponieważ wcześniej nie miałam na to czasu. Musze przyznać, że bardzo mi się podoba! Lisa musiała potwornie cierpieć po stracie Memo, a później jeszcze Cristiano nie miał dla niej czasu. Informuj mnie o nowościach u mnie na podstronie, zapraszam również do zapoznania się z moimi piłkarskimi historiami. Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Wzruszyłam się :( Tak cholernie się wzruszyłam :( Piękna historia, mam nadzieję, że szybko dodasz następny rozdział. Lisa jest stworzona dla Ronaldo, uważam, ze mimo wszystko powinni być razem. Przecież Memo chciał, żeby dziewczyna była szczęśliwa, a myślę, że Cristiano to odpowiednia osoba dla naszej głównej bohaterki. Czekam z niecierpliwością na nowość. Buziaki :) :*

    OdpowiedzUsuń