poniedziałek, 21 lipca 2014

Epilog

Rok później :
Stał nad jej grobem trzymając na ręku ich 2 miesięczną córkę. Milagros. Dzisiaj świętowaliby swoją pierwszą rocznicę ślubu. Niestety to nie było im dane. Kochał ją i wykorzystał czas który został im dany bardzo mocno.

Miesiąc po ślubie:
Była taka szczęśliwa brała leki, ale nie czuła się po nich zmęczona wręcz przeciwnie, chciała żyć miała dla kogo. Niedawno pojawiły się mdłości, nie sądziła, że może zajść w ciąże więc sceptycznie podeszła do pomysłu Cristiano o zrobienie testu. Jednak go zrobiła. Siedzieli razem w łazience, czekając jak na szpilkach.
- Cristiano wiesz, że jeżeli to prawda to ja urodzę to dziecko ? Musisz to wiedzieć. - wiedział doskonale, sam był takim egoistą, że nie prosiłby o to, chciał mieć coś po niej.
- Oczywiście, że wiem skarbie. - powiedział całując ją w czoło. - To co sprawdzamy ? - przytaknęła. Cris podszedł do komody gdzie leżał test. Wynik był jednoznaczny. - Dwie kreski to co ?
- Głuptasie jestem w ciąży. - rzuciła mu się w ramiona. On kręcił nią wokół własnej osi. nie pamiętał kiedy ostatnio był równie szczęśliwy co przerażony. Pocałował ją.
- Tak się cieszę. Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę.
- Wiem też się cieszę.
- Teraz musimy pojechać do lekarza, później powiedzieć rodzicom i cieszyć się naszym cudem. - pocałował brzuch brunetki.

Tak było lekarz oczywiście stwierdził, że są skrajnie nieodpowiedzialni, że to się nie uda. Nie w jej stanie, ale oni się uparli oboje wiedzieli, że ich dziecko się urodzi. To wszystko było cudem. Rodzice się ucieszyli, ale bali się gdyż znali prawdę o stanie córki. Najbardziej jednak cieszył się Junior chciał mieć siostrzyczkę, którą by się opiekował. Ciąża przebiegała bez komplikacji, Lisa był a szczęśliwa, a Cristiano razem z nią. Pomagał jej we wszystkim, nosił wszędzie byleby się nie przemęczała.
Był przy porodzie. Nigdy nie wymaże z pamięci widoku zapłakanej Lisy trzymającej ich córkę.
- Milagros. - powiedziała. - Nasz mały cud. - pocałował je.
Potem było już tylko gorzej, aż przyszedł czas by się pożegnać. Wszedł na jej salę a jej ręka spoczywała na leżącej w łóżeczku małej rączce Milagros.
- Cristiano otwórz szafkę proszę. - zrobił o co poprosiła. Wyjął duży plik listów.
- Kochanie co to jest ? - pierwszy był adresowany do niego.
- To są moje ostatnie słowa. - starała się uśmiechnąć. - Do ciebie,Juniora, moich rodziców, rodzeństwa, twojej mamy, naszych przyjaciół, ale najwięcej jest do Milagros. - rozpłakała się. - Tak bardzo cię kocham córeczko. To takie niesprawiedliwe, ze nie będę mogła ci pomóc, zobaczyć twoich pierwszych kroków, nie powiesz do mnie mamo, potem nie pocieszę cię gdy ktoś złamie ci serce.
- To nie będzie miało miejsca.- zaśmiała się.
- Tatuś wtedy mu coś złamie. Nie pomogę ci w przygotowaniu twojego ślubu, wesela. Nie doradzę jak wychować dziecko. Dlatego napisałam do niej wiele listów. Każdy na inną okazję chcę byś je jej dawał. W domu jest też film na którym po prostu jestem. Chcę by znała mój głos. - płakała. A on z nią.
- Kochanie dlaczego to mówisz ?
- Bo wiem wszystko. Cristiano kocham cię i nie umiesz nic przede mną ukryć. Jesteś moją wielką miłością. Dzięki tobie żyłam.Umieram szczęśliwa. Ale chcę żebyś walczył dla niej. Chcę żebyś ułożył sobie życie dla naszych dzieci. Dla Milagros i Juniora. Oni będą cię potrzebowali zawsze. Tak bardzo cię kocham Cris. - pocałował ją.
- Też cię kocham. I na moją miłość obiecuje, że się nie poddam. Nigdy zawsze będę silny dla ciebie i naszych dzieci. Nigdy o tobie nie zapomnę. A nasza córka cię pozna. Nie fizycznie, ale otoczę ją tobą. Sam siebie otoczę. - płakał jak dziecko, a ona gładziła jego włosy. - Drugi raz Bóg odbiera mi to co mam najcenniejszego. Ale nie poddam się Lisa. Tak bardzo się boję kochanie.
- A ja  nie. Wiem że sobie poradzisz. - pocałowała go i spojrzała na Milagros. - Wiem, że razem sobie poradzicie. RAZEM. Jesteś, zawsze byłeś moim cudem Cristiano, a ja będę twoim Aniołem Stróżem, waszym.
Bóg zabrał Lisę następnego dnia. Jednak Cris się nie załamał, nie załamał się, gdy Milagros płakała w niebo głosy a on nie wiedział co zrobić, nie załamał się gdy Junior pytał dlaczego Lisa już nie wróci. Nie załamał się na pogrzebie. Wciąż ją czuł dom był jej pełen. Poradził sobie. Czasami tylko płakał w nocy patrząc na jej zdjęcie, ale wiedział, że ona już nie cierpi. Wciąż ją kochał i zawsze tak zostanie.

Teraz:
Stał nad jej grobem z córką. Minęły dwa miesiące od jej śmierci i dwa od narodzin Milagros. Wciąż nie przeczytał jej listu. Odłożył małą do wózka i postanowił to zrobić.
" Moja wielka prawdziwa miłości,
kochanie wiesz o mnie wszystko, ale czasami mam wrażenie, że nie wiele wiesz od sobie. Wiele sobie zarzucałeś, gdy OBOJE zdradziliśmy Memo. Wszystko przyjąłeś na siebie, a ja tego chciałam. Już wtedy cię kochałam. On to wiedział. Ty też musiałeś poznać prawdę, ale nie od razu. Wiesz dlaczego powiedziałam ci to dopiero po jego śmierci, bo wiedziałam, że będziesz walczył. Wiedziałam też, że może zmienię swoją decyzję i będę z tobą. Bałam się tego, że go zostawię. Uwierz mi to było realne. Nie dla ciebie ale miałam takie myśli czasami, że robię coś złego. Moja miłość do ciebie ewoluowała, dojrzewała jak owoc. Nie żałuję, że zachorowałam, bo wraz z chorobą powróciłeś ty. Mogłam odpokutować to co ci zrobiłam i być z tobą, kochać cię, pieścić, być tylko twoja. Nie żałuję też dlatego, że to co nam się przydarzyło było magiczne. Widziałam tą magię gdy czekałeś pod ołtarzem, gdy mówiłeś, że mnie kochasz, gdy się kochaliśmy. Ta magia sprawiła cud. Dzięki niej zostałam matką, ale nie mówię tu tylko o Milagros, mówię o moim synku. Musisz mu dać list. Kocham nasze dzieci. Kocham, a raczej bardzo kochałam swoje życie i zawsze będę kochała ciebie, nawet tu gdzie jestem teraz.
Wiele mogliśmy jeszcze przeżyć, ale nigdy nie oczekiwałam też, że aż tyle przeżyjemy. Kocham cię i wiem że jesteś silny.
                                                                                                                                         Twoja Lisa"

Żył dalej a ich miłość była jak wiatr, nie mógł jej zobaczyć ale ją czuł.



Dziękuję za to, że ktoś to czytał ;)
Mało komentarzy ale zawsze coś, lubiłam pisać to opowiadanie, było bardzo osobiste i nie sądziłam, że tak to się skończy.
Jeszcze raz dziękuję :***

niedziela, 6 lipca 2014

Rozdział 5

W sali bardzo szybko pojawił się lekarz, który wyrzucił piłkarza. Walczył o Lisę bardzo długo i gdy już chciał się poddać jej serce znowu zaczęło bić. Chciała żyć, walczyła. Crsitiano gdy zobaczył, że na monitorze znów pojawiła się ruszająca się kreska zaczął jeszcze mocniej płakać. To był płacz ze szczęścia. Fabio przytulił przyjaciela.
- Widzisz nasza dziewczynka jest silna. - powiedział Fabio. Cristiano jedynie pokiwał głową. - Jedź przebierz się przywieź jej jakieś rzeczy a ja z nią zostanę.
- Dobrze, tylko zadzwoń jak tylko się obudzi. - pojechał do domu gdzie był Pepe, który jadł śniadanie z Juniorem.
- Stary co z nią ? - spytał Pepe.
- Jej serce przestało bić. - Kepler upuścił szklankę, którą trzymał w dłoniach. - Ale wróciła, nie poddaje się. Muszę tam wracać.
- Pewnie zostanę z młodym. - zmierzwił włosy Juniorowi.
- Junior tata jedzie do szpitala do cioci Lisy. Musisz zostać jeszcze z wujkiem. Dobrze ? - Cristianito pokiwał głową.
- Ale ciocia wróci ?
- Oczywiście synku. - pocałował syna. Spakował rzeczy Lisy, sam się przebrał i wrócił do szpitala. Od razu udał się do gabinetu jej lekarza prowadzącego. - Witam panie doktorze.
- Witam. Proszę usiąść. - wskazał ręką krzesło. - Nie będę udawał. Jest źle. Zmieniliśmy jej leki na takie przy których będzie mogła brać chemie.
- Ale dlaczego ? Czemu nie możemy poczekać z tą chemią ?!
- Bo nie mamy czasu. Dzisiaj dostanie kolejną chemię. Powiem szczerze dzisiejsza doba będzie decydująca. - Cristiano nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Z bezsilności rzucił krzesłem na którym siedział.
- Chce mi pan powiedzieć, że to może być ostatni dzień ?! - złapał lekarza za kołnierz. - Ja chcę z nią spędzić resztę życia ! A ty chcesz pozwolić jej odejść ?!
- Proszę się uspokoić. Zrobię wszystko..
- Przestań to banał. - już miał wychodzić ale lekarz go zatrzymał.
- Proszę sprowadzić jej najbliższych żeby mieli okazję....- nie dał mu dokończyć trzasnął drzwiami. Na korytarzu zaczął krzyczeć. Podbiegł do niego Fabio.
- Wiesz co on mi powiedział ?! Kurwa ! Nie wierzę. - walił pięściami w ściany. - Kazał mi i jej najbliższym się pożegnać. - Fabio na te słowa zaczął płakać. To było ponad ich siły. - Fabio musisz mi pomóc. Musisz sprowadzić tu jej rodzinę wszystkich, ja muszę. Jezu Fabio. Musisz ja ...- jąkał się i miotał w tym co mówił.
- Zajmę się wszystkim, a ty idź i bądź przy niej. - Ronaldo zebrał się i wszedł na salę, na której leżała. Pocałował ją w czoło, ona wciąż spała.
- Jak mam się z tobą pożegnać ? Jak ?! - mówił a po jego policzkach ciekły łzy. - Ja nie chcę rozumiesz ?! - złapał jej dłoń. - Kochanie przecież ty też tego nie chcesz, przecież obiecałaś że zaczniesz nowe życie. - położył głowę na jej brzuchu. - Ja nie umiem się pożegnać. Nie umiem bez ciebie żyć.
- To się nie żegnaj. - usłyszał jej słaby głos i poczuł jej dłoń na swojej głowie. - Gdzie masz żel ? - uśmiechnęła się mając wciąż zamknięte powieki.
- Nie żartuj sobie teraz. Nie zostawiaj mnie. - przyłożył jej dłoń do swoich ust i delikatnie ją pocałował.
- Nie zostawię cię. Jestem egoistką nie umiem. Nigdy nie umiałam. Nigdy się nie nauczę. - pocałował ją w czoło. - Nie musisz się żegnać. Jestem słaba ale będę walczyć.
- Moja dzielna dziewczynka.
- Chcę spać, ale boję się zasnąć Cris.- otworzyła oczy. - Nigdy nie chcę przestać cię widzieć.
- Będę cię dręczył do końca mojego życia. - uśmiechnął się przez łzy.
- Mam taką nadzieję.- zamknęła oczy i zasnęła. Popołudniu podłączono jej kroplówkę, Ronaldo wciąż trzymał ją za rękę, a na korytarzu byli wszyscy jego przyjaciele i jej. Zdobyła ich serce tak szybko jak jego. Po chemii nie było pogorszenia nie obudziła się. Lekarz mówił, że brak pogorszenia to najlepsza wiadomość. Przestała też gorączkować. Zdecydowanie walczyła. Wieczorem przyjechali jej rodzice. Od razu wbiegli na salę. Rodzeństwo czekało na swoją kolej.
- Cristiano co z nią ? - spytała mama.
- Chyba lepiej. - ojciec pocałował ją w czoło. Cristiano chciał wyjść ale poczuł, że Lisa ścisnęła jego dłoń.
- Córeczko to ja mama. - kobieta płakała. - Nie strasz nas.
- Mamo. - otworzyła oczy.- Co wy tu robicie ?
- Jesteśmy z tobą. - uśmiechnął się jej tata. - Zawsze będziemy. Jak się czujesz słonko.
- Chyba lepiej, ale jestem zmęczona. Wiecie, że się nie poddam. - rodzice ją przytulili.
- Wiemy skarbie. - zaśmiała się mama.- Cristiano jedź do domu przebierz się, zjedz coś my z nią posiedzimy. Pokiwał głową, wiedział że oni też chcą mieć swój czas z własną córką. Pocałował ją w czoło i wyszedł.
- Mamo tato. - znów otworzyła oczy. - Nie wiem jak długo uda mi się walczyć, ale chce żebyście mi coś obiecali. - mama Lisy zanosiła się płaczem. - Musicie mi obiecać, że mu pomożecie. Pomożecie mu się nie załamać, sami się nie załamiecie. Muszę wiedzieć że sobie poradzicie.
- Lisa nie mów tak ! - zdenerwował się tata.
- Tatusiu, wiesz jak jest nigdy się nie poddawałam. Ale nie ze wszystkim można walczyć, walczyć i wygrać. -tata również zaczął płakać.
- Obiecujemy ci. - później weszło rodzeństwo. Z nimi również odbyła poważną rozmowę. Fabio i Pepe prosili by w razie potrzeby podtrzymywali Ronaldo i nie pozwolili mu upaść. Mieli być jego podporą, by się nie poddał. Nazajutrz było lepiej. Po gorączce dawno nie było śladu a Lisa wyjątkowo dobrze zniosła chemie. Wciąż czuwali przy niej rodzice, przyjaciele i Cristiano. Lekarz mówił, że powinno być tylko lepiej tą bitwę zdecydowanie wygrali. Jej rodzina po 2 dniach musiała wracać, ale wyjechała spokojna.
- Cris chciałabym wrócić do domu. - powiedziała,gdy zostali sami. Czuła się już na tyle lepiej, że nawet wstawała. - Nie chcę tu być.
- Zobaczę co się da zrobić. - pocałował ją w policzek i udał się do gabinetu lekarza.
- Witam pana. Proszę usiąść. - Cristiano zajął miejsce. - Wiem w jakiej sprawie pan przyszedł. Lisa wszystkim mówi, że chce wrócić do domu.- zaśmiał się lekarz. - Muszę powiedzieć, że wyjątkowa z niej pacjentka.
- Tak to prawda. Ale co pan o tym myśli ?
- Myślę, że dzisiaj podamy jej chemię , a jutro będzie pan mógł zabrać ją do szpitala. Wiem, że dobrze się pan nią zaopiekuje, a i jej łatwiej będzie walczyć w domu wśród najbliższych. - Cristiano bardzo się ucieszył.
- Dziękuje bardzo. Idę muszę jej o tym powiedzieć. - wybiegł z gabinetu i wpadł szczęśliwy na salę, w której leżała Lisa, była zaskoczona jego wielkim szczęściem. - Jutro zabieram cię do domu. - nie spodziewał się takiej reakcji. Wstała i rzuciła mu się w ramiona. Mocno ją przytulił brakowało mu tego, przez te kilka dni. Teraz znowu trzymał w ramionach cały swój świat za nic w świecie nie chciałby tego stracić, nie chciał by jej stracić, bez niej by sobie nie poradził. Byłby nikim. Gdy oderwała się od niego zrobiła coś czego jeszcze mniej się spodziewał pocałowała go. Całowała go z wielką pasją i uczuciem, a on odpowiedział tym samym. Przerwali gdy zabrakło im tchu.
- To było niesamowite. - powiedział mężczyzna opierając swoje czoło o jej.
- Musisz się przyzwyczaić. - spojrzał na nią pytająco, a w jego oczach widziała iskry, iskry szczęścia. - Nie patrz tak. - zaśmiała się. - Już raz umarłam, ale wróciłam. Doskonale wiem czego chcę i wiem, że nie możemy marnować czasu. Jeżeli oczywiście wciąż mnie chcesz to ja daję ci całą siebie. - nic nie odpowiedział tylko ponownie ją pocałował i zaczął kręcić nią dookoła własnej osi.
- Oczywiście, że cię chce. Nigdy nie przestałem i nigdy nie przestanę. Przejdziemy przez wszystko razem. - położył ją na łóżku.
- Razem. - uśmiechnęła się, a on musnął jej usta. Był taki szczęśliwy. Wieczorem dostała kolejną chemię, był przy niej i trzymał ją za rękę, a ona świetnie ją zniosła. Widać było wielką wolę walki która od niej biła, biła od nich. Rozpoczęli walkę o wspólną przyszłość. Kolejnego dnia razem z Juniorem zabrali ją do domu. Junior bardzo się cieszył, że ciocia Lisa ponownie będzie z nimi. Razem zrobili obiad. Znaczy Cristiano i Junior Lisa siedziała na krześle i starała się im pomagać. Wyglądali jak szczęśliwa rodzina.
Lisa dzielnie walczyła z chorobą, a Cristiano wciąż ją wspierał był przy niej kiedy tylko mógł a ona kibicowała na każdym meczu razem z Juniorem. Czasami siedząc na trybunach a czasami w domu na kanapie.
- Kochanie już jestem. - powiedział wchodząc po meczu. Siedziała na kanapie, a obok niej leżał zakrwawiony ręcznik od razu rzucił torbę i podbiegł do kobiety. - Jedziemy do szpitala.
- Cristiano to tylko krwotok. Zdarza się tobie też. Przestań dramatyzować dobrze ? - popatrzyła na niego z politowaniem, wiedziała że się martwi, trochę przesadnie ale doceniała to.- A może mnie przytulisz hmm ? - od razu to zrobił. - Gratuluję, wiesz że jesteś najlepszy. - pocałowała go czule.
- Lisa wiem, że to nie tak powinno wyglądać ale wyjdź za mnie. - popatrzyła na niego zdziwiona. - Znaczy inaczej - uklęknął przed nią trzymając w dłoniach małe pudełeczko. - Czy wyjdziesz za mnie ?
- Cristiano ja się nie spodziewałam. - wiedziała, że chce jej przerwać ale mu nie pozwoliła. - Ja nigdy nie myślałam, ze stanę na ślubnym kobiercu z kimś innym niż z Memo. Ale nie zrozum mnie źle kocham cię, bardziej niż własne życie. Pewnie teraz myślisz, że odmówię, ale nie. Zgadzam się wyjść za ciebie. Chcę wyjść za ciebie w Portugalii. Jak najszybciej. - porwał ją w ramiona. Siedzieli przytuleni cały wieczór. Na następny dzień zaczęli przygotowywać głównie Cristiano, Pepe i Ana Sofia. Lisa zatwierdzała najważniejsze rzeczy była słaba ale chciała żyć.


Miesiąc później :
Był zdenerwowany, czekał stojąc w małej kaplicy w Portugalii w otoczeniu rodziny i przyjaciół, czekał na coś czego nigdy się nie spodziewał. Zawsze ją kochał, ale nigdy nie miał do niej prawa nie mógł o nią zabiegać. Nagle ją zobaczył, szła z ojcem który ją podtrzymywał. Wyglądała pięknie w białej koronkowej sukni, była jego i to było najważniejsze. Czuł że są sami. Ojciec podał mu dłoń swojego największego skarbu, ten skarb był również sensem życia Cristiano. Przysięgi napisali sami. Zaczął Cristiano.
- Lisa, wiesz jak bardzo cię kocham. Bardziej niż własne życie. Obiecuje cię, że będę przy tobie zawsze- obiecali sobie, że nie padnie słowo śmierć. - chociażbyś mnie odpychała, biła, nigdy cię nie zostawię. Będę z tobą milczał gdy nie będziesz nic mówić, będę cię ogrzewał gdy będzie ci zimno, w deszcz będę twoim parasolem. Gdy będzie świecić słońce będziemy razem się z niego cieszyć. Gdy będzie trzeba iść pod wiatr to pójdę. Jesteś moim życiem. - płakała.
- Cristiano, kocham cię. W naszym życiu nie wszystko poszło zgodnie z planem, ale może taki właśnie był plan. Nie będę mówić jak bardzo cię kocham, każdego dnia do wieczności zamierzam udowadniać ci moją miłość. Nigdy nie zrobię nic żebyś przestał ją czuć. Bez ciebie jestem niczym... - spojrzała na swoją matkę, która bardzo płakała. Tak właśnie zostali małżeństwem....


2 tygodnie wcześniej :
Siedział w gabinecie lekarza swojej narzeczonej.
- Panie Cristiano będę szczery. Chemia nie pomaga. - nie wierzył w to co słyszy. - Nie pomoże. Będziemy podawać pacjentce leki, ale to już nie będzie chemia.
- Czyli chcecie się poddać.
- Nie panie Cristiano, jestem lekarzem, ale częścią mojej pracy jest też pozwolić pacjentowi godnie odejść. Robię to. Wiem jak to brzmi, ale ona dostanie czas. Musicie tym czasem się cieszyć, celebrować każdą minutę.
- Ile ? - płakał, zresztą już chyba do tego przywyknął.
- Nie potrafię panu powiedzieć to może być miesiąc ale równie dobrze rok. Ale rak się nie cofa, on się rozwija. On już nigdy się nie cofnie.
- Będzie cierpiała ?
- Ograniczymy to cierpienie do minimum, ale nie będzie to bezbolesne.
- Proszę jej nie mówić. Będę ją tu przywoził, żeby pan podawał te leki. Nie obarczę jej czymś takim. Będę cieszył się każdym dniem i sprawię, że ona też to zrobi.


---------------------------------------------------
To ostatni rozdział. Kończę bo nie ukrywam straciłam wenę na to opowiadanie, ale mam kolejny pomysł. Ale z Neymarem. To opowiadanie rzadko kto komentuje. Niedługo, na dniach pojawi się epilog, a później pewnie skończę historię Karima, ale na razie tak jak już pisałam mam nowy pomysł.
Kochałam to opowiadanie jest dla mnie niezwykle osobiste. Pisałam ten rozdział wkładając w niego serce mam nadzieję, że wam się spodoba.