środa, 14 maja 2014

Rozdział 3

10 lat temu :
- Lisa to będzie tylko pół roku. - powiedział Memo.
- Ty chyba sobie jaja robisz. Pół roku ?! Tylko ?!- krzyczała brunetka.- No to jak to tylko pół roku to może nie wiem zostaw mnie na dłużej.
- Co ty bredzisz ?! Nie zostawiam cię tylko...
- O znowu to słowo, "tylko" to twój ulubiony wyraz ?! Cholera Memo ! Ty się chyba nie słyszysz. To ja ci powiem jak to będzie wyglądało z mojej perspektywy. To jest AŻ pół roku ! Chcesz sobie wyjechać i co ?! Jak ja mam tu funkcjonować bez ciebie. My od dziecka nie spędziliśmy bez siebie dnia. Ale nie no to tylko 180 takich dni, nie no więcej.
- Lepiej jakbym ci powiedział, że nie chcę jechać, że sobie tego nie wyobrażam. Zastanawiam się czy to jest tego warte. Dzień bez ciebie jest stracony.- wziął jej twarz w dłonie. - Ale zrozum to szansa.- pocałował ją. - Przestań już się dąsać. Cris tu będzie z tobą, będziesz miała łatwiej. On się tobą zaopiekuje.
- Tak, masz rację, jednak ja mam lepiej.
- Tylko macie być grzeczni. - puścił jej oczko i musnął jej usta.


Teraz :
Byli w drodze już od kilku godzin. Wybrali samochód, zawsze lubili razem podróżować. Kiedyś robili to w trójkę, teraz jest inaczej. Musieli przyzwyczaić się że nie zostawił ich na pół roku, już nigdy go nie zobaczą. Nie było łatwo, ale teraz jest trochę lepiej.
- Pamiętasz jak wyjechał na TYLKO pół roku ? - spytała.
- Tobie powiedział tylko, mi, że to aż pół roku bez ciebie. Bał się i nie wiedział czy sobie poradzi.
- Poradził sobie.
- Tak. - uśmiechnął się. - Ale nie przewidział skutków swojego wyjazdu.- między nimi narodziła sie niezręczna cisza, którą przerwała Lisa.
- Zabieramy od razu Juniora ?
- Tak, nie chcę już być bez niego. Tęsknie za nim.
- Nie spodziewałam się, że to właśnie ty pierwszy będziesz miał dziecko. - zaśmiała się.
- Ja też nie, ale widzisz. Życie. Co zamierzasz zrobić w Portugalii ?
- Wiesz od jego śmierci nie byłam w naszym mieszkaniu
- Jak to ? - zdziwił się brunet.
- Nigdy nie miałam na to siły. Zamieszkałam z rodzicami, tak było lepiej. Moja mama pojechała tam po pogrzebie i przykryła wszystkie meble folią wiedziała, że nie prędko będę wstanie tam wrócić, zmierzyć się z duchami przyszłości. Ale zrobię to z tobą. - złapała go za dłoń, którą on mocno ścisnął.
- Czyli co najpierw jedziemy do was ? - pokiwała głową.
- Do mnie, Cristiano do mnie, my umarliśmy 9 lat temu.- znowu ścisnął jej rękę i zjechał na pobocze. - Czemu się zatrzymałeś ? - zanim zdążył odpowiedzieć pojawił się przy jej drzwiach, otworzył jej i podał jej swoją dłoń. Ona ją chwyciła, a on mocnym pchnięciem sprawił że znalazła się w jego ramionach. Przytulał ją tak mocno jakby chciał uchronić ją przed światem teraźniejszym i tym z przeszłości. Była najważniejsza, liczyła się tylko ona, wiedział, że nie pozwoli sobie jej stracić kolejny raz.
- Zatrzymałem się, bo chciałem cię przytulić. - mówił jej do ucha. Ona zaśmiała się w jego ramię. - Powiem ci coś, choć pewnie to wiesz.-teraz stali patrząc sobie w oczy.- Jesteś dla mnie ważna, cholernie, nie myśl, że kiedykolwiek z ciebie zrezygnowałem. Nie myśl, że kiedykolwiek to zrobię. Nie stracę cię. To, że jego nie ma to ... nie wiem pech, cholerna niesprawiedliwość, niewyobrażalna strata, ale my żyjemy. On chciał żeby nic się nie zmieniło, a może żeby wiele się zmieniło, żeby było inaczej, ale nie gorzej. Zawsze będzie z nami, ale nie można żyć duchami przeszłości, nie można żyć dla ducha Lisa. On jest tutaj. - ręką wskazał jej serce. - Pojedziemy tam RAZEM, od dzisiaj już zawsze będę przy tobie.
- Uważaj bo jak wyzdrowieje to się nie wyplączesz i do końca moich dni będę zrzędzić ci nad uchem.- oboje się zaśmiali.
- Nawet nie wiesz jak tego pragnę. -odpowiedział, a ona musnęła delikatnie jego usta, ale wiedział, że to nie pocałunek kochanków, a ludzi których wiele łączy, ale zdefiniować to co właściwie ich łączy jest trudno. Pomógł jej wsiąść i ruszyli w dalszą drogę, drogę ku duchom przeszłości. Do końca nie było wiadomo, które z nich bardziej boi się starcia z przeszłością. Cris obudził ją pod blokiem, gdzie mieściło się JEJ, już tylko jej mieszkanie.
- Gotowa ? - spytał, gdy przekręcała w zamku klucz.
- Bardziej nie będę. - wymusiła uśmiech, ale on wiedział, że nie był szczery. Złapała go za rękę i weszli do środka zapalając światło w holu. Na ścianach po obu stronach były ich zdjęcia, był tam też on, byli szczęśliwi, każde to zdjęcie to chwila szczęścia, błogiej radości, mieli wszystko, a mówiąc wszystko mieli na myśli SIEBIE. To była przyjaźń, która nie zdarza się często. Lisa przystanęła przy ich wspólnym zdjęciu zrobionym z zaskoczenie, jak Memo próbuje ją za coś przeprosić.
- Byłam na niego zła, bo poszedł z tobą na mecz, a nie poszedł na kolację u moich rodziców.
- To był mecz o mistrzostwo.
- To była rodzinna kolacja ! - zaśmiał się. - Przepraszał mnie, potrafił to robić jak nikt inny, a najpiękniejsze w nim było to, że zawsze robił to szczerze, bo nigdy nic co zrobił, nie było zrobione z zamiarem sprawienia mi przykrości.
- Dlatego zawsze mu wybaczałaś ? - pokiwała głową.
- Do dzisiaj nie wiem jak on mi wybaczył... - szli dalej, udali się do salonu. Cris zdjął folię z kanapy.
- Pamiętam jak rozlałem tu piwo. - zaśmiała się dźwięcznie.
- Tak bardzo wtedy krzyczałam.
- Bardzo. - zaśmiał się.
- Kochałam tą kanapę, Memo na niej spał kiedy się kłóciliśmy, ale ja i tak do niego przychodziłam. Najpierw wyrzucałam go z sypialni, a potem przylatywałam tu do niego. - ścisnęła mocniej jego dłoń. Zauważyła w kuchni kubek na blacie. - To był jego kubek.- dotknęła go ręką. - Dostał go ode mnie, tak bez okazji.
- Całkiem fajny. - skomentował Cris. - Gdzie masz jakieś pudła, to będzie pierwsza rzecz jaką spakujesz.
- Nie chce pakować go do pudła jak niechciany prezent. Wolę spakować go do walizki, tak jakby wyjechał na zawsze, ale jakbyśmy mieli się jeszcze spotkać.
- Tak Lisa spotkamy się wszyscy, w innej rzeczywistości. - wyjęła z szafy walizki i wsadziła do niej jego ulubiony kubek.
- Spakuje zdjęcia, te wiszące w holu. - przytaknęła. Ona udała się do sypialni, pościel była niepoprawiona, Memo nigdy tego nie robił, uważał, że nie ma sensu. Usiadła na łóżku i przetarła dłonią "jego" część łóżka. Chociaż to nigdy tak nie działało, on tego nie uznawał, spali pod jedną kołdrą i zazwyczaj też dzielili jedną poduszkę, bo on pchał się na nią. Zaśmiała się na to wspomnienie. Obok łóżka na półce zobaczyła jej zdjęcie z Crisem, to było wtedy gdy Memo wyjechał.
- Jak ci idzie ? - spytał brunet wchodząc do sypialni. Nie odpowiedziała dalej wpatrywała się w to zdjęcie. - To był trudny czas.
- Tak wiele zmienił w naszym życiu.


-----------------------------------------
10 lat temu :
Memo nie było już 4 miesiące, a Lisa i Cris spędzali ze sobą każdą chwilę. Właściwie można powiedzieć, że Cris chwilowo zajął jego miejsce, zamieszkał z nią, bo nie lubiła być sama. Między nimi zaczęło się coś dziać, choć oboje starali się wyprzeć to co się dzieje, udawać że jest tak jak kiedyś. Siedzieli razem oglądając jakiś film, gdy brunetka położyła głowę na ramieniu mężczyzny, a on objął ją ramieniem. Tak sprawił że siedzieli wtuleni w siebie. To nie był obrazek przedstawiający przyjaciół. Zdecydowanie nie tak wyglądają przyjaciele.
- Memo to wielki szczęściarz. - zaczął Cris. Spojrzała mu pytająco w oczy.- Lisa nie udawaj. Ma ciebie, jesteś darem. Rozumiesz ?!
- Co ty mówisz ? Piłeś coś ? - zaśmiała się nerwowo, bała się kierunku w jakim może podążać ta rozmowa.
- Jesteś ślepa ?! Jezu Lisa. - wstał i zaczął nerwowo chodzić po salonie.
- Ej Cristiano co się dzieje ?- zagrodziła mu drogę swoją osobą, on długo wpatrywał się w jej oczy.  Nie myśląc o konsekwencjach, pocałował ją. Całował ją z miłością, namiętnością, wielkim uczuciem, którym ją darzył. To nie był przyjacielski pocałunek, zdecydowanie nie. Ona nie przeszkodziła, wręcz przeciwnie oddała pocałunek z taką samą gorliwością, wplotła palce w jego włosy, a on zaczął dłońmi błądzić po jej ciele. Nagle oderwała się od niego i wtuliła mocno w jego tors płacząc przy tym głośno.
- Cśśśś. Lisa nie płacz, błagam . - przytulał ją mocno do siebie.
- Co my robimy ? Cris tak nie można.
- Ej to ja cię pocałowałem przepraszam, chciałem żebyś wiedziała. Kocham cię.
- Ja ciebie też kocham Cristiano. - mówiła przez łzy.
- Ale nie tak, jak ja ciebie. Ja kocham cię jak przyjaciółkę i jak kobietę. - ukrył twarz w dłoniach. - Muszę iść.
- Jak to ?! Wychodzisz ? Teraz ? Uważasz, że zostawienie mnie to dobry pomysł. Crsitiano spójrz na mnie.- uklęknęła przed nim i zabrała jego dłoń tak aby widzieć jego twarz, jego oczy które zdradzały to co dzieje się w jego wnętrzu. Były pełne smutku, ogarnięte beznadzieją. - Kocham cię, ale to nic nie zmienia. To Memo rozumiesz, to zawsze będzie on. To on jest miłością mojego życia. Przykro mi.
- Nawet nie wiesz jak mnie jest przykro, ale on bardziej na ciebie zasługuje. - wyszedł trzaskając drzwiami i zostawiając ją płaczącą na podłodze, chciała go zatrzymać, ale wiedziała, że nie ma prawa być egoistką.


----------------------------------------------------
Teraz :
Siedziała i znowu płakała, a on wiedział, że rozpamiętywali tą samą chwilę, nie miał siły do niej podejść.
- Tak bardzo cię zraniłam.- płakała ukrywając twarz w dłoniach, nie wiedział co ma powiedzieć. Usiadł obok, chciał ją przytulić, ale nie wiedział czy to dobry pomysł. - Nie myśl, że nie chciałam cię wtedy zatrzymać. Chciałam. - spojrzała na niego.
- Dlaczego tego nie zrobiłaś ?
- Bo byłabym egoistką. Wiesz, że to z tym wspomnieniem najciężej mi się zmierzyć. Rozkochałam cie w sobie, wiedząc, że to ON jest miłością mojego życia, jest jego sensem, centrum mojego wszechświata. Rozumiesz ?! Ignorowałam wszystkie sygnały, które mi dawałeś, ani razu cię nie przystopowałam nie odepchnęłam, a wiesz dlaczego ? - spojrzał pytająco. - Bo wiedziałam, że nie mogę bez ciebie żyć, że jesteś mi potrzebny, potrzebny w moim życiu.
- Tak jak Memo ? - spytał mając w oczach łzy.
- Tak samo i inaczej. To nie było tak, że ty nie zasługiwałeś na mnie. To ja nie zasługiwałam, ani na ciebie ani na niego. Kiedyś opowiem ci historię jego powrotu, ale nie teraz.
- Dlaczego ? Mieliśmy spakować ten fragment naszego życia.
- Okej masz rację.


----------------------------------------------------------
10 lat temu :
Odebrała Memo  z lotniska, nie potrafiła się cieszyć jego powrotem w pełni. Co z tego, że odzyskała jego jak straciła Cristiano, nie rozmawiali ze sobą od miesiąca, od tamtego wieczora. Widziała kilka razy jego samochód pod blokiem, ale nie miała odwagi zadzwonić albo zejść do niego. Schrzaniła, tak bardzo zraniła jego i siebie, ale jej ból się nie liczył, był niczym.
- Ej Lisa czy ty mnie w ogóle słuchasz ? - spytał Memo. - Nudzę cię ?
- No co ty kochanie, tylko boli mnie głowa.
- Dlaczego Cris nie przyjechał ?
- Nie wiem, pewnie nie mógł. - Memo nie drążył. Zobaczyła pod blokiem samochód przyjaciela, ucieszyła się i przestraszyła równocześnie. Memo wysiadł i od razu uściskał przyjaciela. Gdy się od siebie oderwali Cristiano podszedł do Lisy i przytulił ją przelotnie, wiedziała że robi to tylko żeby zachować pozory. On nie chciał tego robić, ale wiedział, ze to wzbudzi podejrzenia przyjaciela. Poszli na górę, Memo cały czas coś opowiadał, mówił i mówił. Oni nie odzywali się starali się na siebie nie patrzeć, Lisa starała się nie przebywać z nimi w jednym pomieszczeniu cały czas coś robiła. Cristiano szybko poszedł. Ona była wtedy w kuchni. Poczuła na swoim brzuchu ręce ukochanego.
- Kochanie co się dzieje ? - spytał z troską w głosie.
- A co ma się dziać ?
- Cris nic nie mówi, ty też siedzisz cicho to nie jest do was podobne.  - obrócił ją w swoją stronę.
- Wszystko jest ok. -  nigdy nie potrafiła kłamać, zwłaszcza przy człowieku, który wie o niej wszystko.
- Chcę wiedzieć, chcę znać nawet najbardziej bolesną prawdę.- Delikatnie ją pocałował, a jej oczy się zaszkliły. - Ejjj, powiedz mi.
- Ostrzegam, że mnie znienawidzisz. Mam nadzieję, że tylko mnie.
- Nie potrafię Lisa, nie da się znienawidzić kogoś do kogo należy twoje serce. - rozpłakała się.
- Całowałam się z Cristiano. - nic nie powiedział jedynie na nią patrzył. - Powiedz coś. Nakrzycz na mnie. Cokolwiek. Memo błagam powiedz co myślisz.
- Kochasz go ?
- Wiesz, że tak. - spuściła wzrok, a on ręką uniósł jej podbródek tak by znowu patrzyła na niego.
- Wiesz, że nie o to pytam. Pytam czy kochasz go tak jak mnie ? Jak mężczyznę ? - bał się odpowiedzi.
- Nie, nie tak jak ciebie. Inaczej...
- Ale jak mężczyznę, nie tak jak przyjaciela. - chciała coś powiedzieć. - Nic nie mów, nie musisz. Twoje oczy mówią za ciebie.
- To nie tak.
- Jeżeli chcesz z nim być, to ja odejdę.
- Nie ! - krzyknęła. - Nie możesz tego zrobić. Zrozum kocham Cristiano, ale to ty jesteś miłością mojego życia, to zawsze byłeś ty. To ty jesteś moim powietrzem, powodem dla którego codziennie wstaje. Jesteś
- centrum mojego wszechświata. - dokończył za nią i mocno do siebie przyciągnął, całując przy tym namiętnie.
- Ale nie zrezygnuję z niego. Zawsze będzie dla mnie ważny.- powiedziała gdy oderwali się od siebie.
- Nie pozwolę ci zrezygnować z tej przyjaźni. Wierzę ci we wszystko co mówisz. Wiem, że to ja jestem tym jedynym.

-------------------------------------
Teraz :
- Teraz już wszystko rozumiem. - powiedział brunet

sobota, 3 maja 2014

Rozdział 2

Szpitalna sala, na jednym z łóżek leży młody mężczyzna, a przy nim siedzi jego przyjaciel. Mężczyzna się budzi, jest podłączony do kroplówki, maszyn, a jego twarz jest blada i posiniaczona. Spogląda na przyjaciela.
- Cris co z Lisą ?
- W porządku Memo, robią jej badania. Zaraz tu przyjdzie.
- Skoro z nią jest dobrze to ja mogę umierać, bo to nastąpi prawda ? - Cris nie wiedział co powiedzieć. W jego oczach pojawiły się łzy. - Stary nie rozklejaj się, najważniejsze, że jej nic nie jest. - uśmiechnął się blado do przyjaciela.
- Memo nie umrzesz. Nie możesz ! Rozumiesz ?!
- Cris na pewne rzeczy nie mamy wpływu, ale na inne tak. Chcę żebyś mi coś obiecał.
- Wszystko.
- Zajmij się Alise. Ona musi skończyć studia, musi znaleźć męża, mieć dzieci i musi być szczęśliwa. Obiecaj, że zawsze jej pomożesz. Ona jest tak cholernie krucha.
- Obiecuję, ale niepotrzebnie, bo to ty się nią zajmiesz.
- Nie przyjacielu, ale wiem, że z tobą będzie bezpieczna, że nie dasz jej skrzywdzić. Ronaldo wiem więcej niż ci się wydaje. - w tym momencie do sali wbiegła zapłakana brunetka i rzuciła się na łóżko chłopaka. - Ej Lisa nie płacz będzie dobrze.
- Znowu kłamiesz. - uśmiechnął się blado i otarł palcem jej łzy. - Memo to moja wina, to ja powinnam prowadzić ten samochód, ten tir powinien uderzyć we mnie, to ja to wszystko wymyśliłam.
- Alise przestań ! - rzadko na nią krzyczał. - Wiesz co jest gorsze od mojego bólu ? Twój. A od mojej śmierci...
- Memo nie mów tak. Musisz walczyć.
- Obiecaj mi coś .- popatrzył na nią a z jego oczu zaczęły spływać łzy. - Jezu tak cholernie, mocno cię kocham. - pocałował ją. - Obiecaj mi, że się nie poddasz. Jutro znowu wstanie słońce, a ty musisz żyć by je zobaczyć, bym i ja je zobaczył. - jej szloch zaczął wypełniać całą salę.
- To nie miało tak wyglądać. Zobaczysz te cholerne słońce, jeszcze nie raz ! Rozumiesz Memo ?!
- Tak kochanie, ale tylko w twoich oczach. - w tym momencie na ekranie jednego z monitorów pojawiła się długa cienka prosta linia, a ciszę sali przełamał przeraźliwy krzyk kobiety, której sens życia skończył się w tym momencie.

Cris obudził się cały zalany potem. To był straszny sen, zapalił lampkę i wziął do ręki zdjęcie na którym był Memo.
- Dlaczego akurat dzisiaj ? Dlaczego to dzisiaj przyśnił mi się ten cholerny dzień ? - zszedł do kuchni, by zrobić sobie czekoladę, zawsze pomagała mu myśleć, na dole napotkał Lisę, która również nie mogła spać. - Dlaczego nie śpisz ?- spytał.
- Jakoś nie mogę, śnił mi się Memo. Ten wypadek.
- Mi też się śnił, ale wszystko co działo się po wypadku.
- To już tyle lat. Zrobisz też dla mnie ? - Cris wyjął 2 kubki. - Czasami myślę jak wyglądało by nasze życie gdyby tu był. Tęsknie za nim, ale to wszystko nie boli juz tak jak kiedyś.
- Czas leczy rany. Z każdym dniem jest lepiej. Ale ja też za nim tęsknie. Chociaż już do niego nie dzwonię. - spojrzała pytająco na przyjaciela. - Dzwoniłem, dalej mam jego numer. Zawsze, jak coś było nie tak albo jak było super to dzwoniłem do niego. Już tego nie robię.
- Ja wcale nie byłam lepsza. Przez długi czas chodziłam w miejsca gdzie bywaliśmy razem, albo nie wiem mówiłam do niego. Jak robiłam zagłośno telewizor, a potem nieściszałam go i szłam do kuchni to i tak krzyczałam Memo. - oboje się roześmiali. - Dziś czasami jak coś mi się nie uda to krzyczę z bezsilności żeby mnie przytulił, ale już tego nie robi.
- I tak świetnie sobie radzisz. On wiedział, że dasz radę.
- Tak, wierzył we mnie bardziej niż ja sama. Najgorsze było to, że ja nie umiałam, żyć bez niego, bo odkąd pamiętam żyłam z nim.
- Rozumiem.
- Nie pamiętam swojego życia z tego momentu kiedy nie byliśmy razem. W końcu nie wiem od kiedy ze sobą chodziliśmy odkąd skończyliśmy 12 lat. To zabawne. Pamiętasz jak zaczęła się nasza przyjaźń ? - spytała, a on wybuchnął śmiechem.
- Jasne. Przyszłaś na boisko zgolona na jeżyka, bo chciałaś wyglądać jak chłopak, nawet wtedy byłaś śliczna. Ile miałaś wtedy lat ?
- Nie wiem 8.
- Wiesz co Memo wtedy powiedział ? Że jesteś tak porąbana jak my. - oboje się zaśmiali. - Bo byłaś.
- Tak wiem. A później wszystko robiliśmy razem. Zawsze wam kibicowałam, biłam się w waszej obronie.
- Tak pamiętam jak stanęłaś pomiędzy nim, a jakimś chłopakiem i oberwałaś, Memo wtedy stwierdził, że się z tobą ożeni. - Lisa oparła na nim głowę.
- Jak to wszystko się szybko spieprzyło. Jedna decyzja pociągnęła inne, a my nie potrafiliśmy się przyjaźnić.
- To nie było tak Lisa.
- Nie tłumacz się Cris to tylko i wyłącznie moja wina. Ale wiesz co mam pytanie.
- Pytaj.
- Czy ty  Cristiano Ronaldo dos Santos Aveiro jesteś naprawdę takim kobieciarzem jak piszą w mediach ?
- A co jesteś zazdrosna ? - szturchnęła go łokciem. - Wiesz ja po prostu jestem boski i dobry i nie odmawiam kobietom.
- Ufff, a już myślałam, że jesteś podrywaczem, a ty jesteś anioł nie człowiek. - długo jeszcze rozmawiali. Zasnęli na kanapie. Obudził ich budzik o 11, w końcu o 12:30 miała zacząć się chemia. Zjedli razem śniadanie, uszykowali się i pojechali pod klinikę zanim przekroczyli jej próg Cris zwrócił się do Lisy.
- Gotowa ? - uśmiechnęła się.
- By żyć. - oparła się na nim i weszli do środka, gdzie przyjął ich lekarz. Lisa wolała, by Cris został przed salą w której podają chemię ale on się uparł. Lekarz podłączył ją do aparatury.
- To ja państwa zostawię. Przy pierwszej chemii nie powinno być wymiotów, ale w razie czego wszystko jest na sali. Wrócę za 10 minut.
- Cris nie musisz tu ze mną siedzieć, na początku jest nieźle.
- Mhm nigdy nie mówiłaś jak było źle. - popatrzyła za okno. Przed szpitalem był park, spacerowało tam mnóstwo ludzi. - Co się dzieje Lisa ?
- Wiesz tam wszystko jest łatwe. Ludzie są szczęśliwi, to zabawne, że wystarczy tylko wyjść z tego szpitala, by wiedzieć że się żyje. A ty nie masz jakiegoś treningu ?
- Mam na 18, chcesz pójść ze mną ?
- Wiesz mam inne plany. - Cris uniósł jedną brew pytająco. - Zamierzam posprzątać trochę u ciebie i do końca rozpakować swoje rzeczy. Wiesz dawno nie mieszkałeś z kobietą.
- Mam sprzątaczkę wiesz ?
- Nie ważne. Ja chcę to zrobić, chcę żeby było normalnie.
- To twoje marzenie ?
- Tak, prozaiczne i banalne ale tak, a i jeszcze jedno od dzisiaj ja gotuję. Ja muszę zdrowo się odżywiać i ty też, koniec z jedzeniem na mieście.
- Mówisz jak moja matka.
- Potraktuje to jako komplement. - lekarz wrócił.
- Pani Alise teraz proszę powoli wstać.- Cris ją podtrzymywał. - Zalecałbym odpoczynek. - wiedział po jej minie, że nie to miała w planach. - może chociaż kilku godzinny sen, a jutro widzimy się o tej samej porze.
- Dobrze panie doktorze. - oboje pożegnali się z lekarzem i pojechali do domu. - Nawet nie myśl, że będę odpoczywać, jeszcze zdążę. - rozłożył ręce w geście bezradności.Lisa ruszyła do kuchni, pozmywała naczynia i zajęła się obiadem. On widział jak bardzo ją to cieszy. Cris w czasie gdy ona gotowała zadzwonił do matki, by ją trochę uspokoić, zawsze lubiła Lisę. Memo też lubiła. Rozmowę z matką przerwał mu głośny huk dochodzący z kuchni. Od razu pobiegł to sprawdzić. W kuchni stałą bezradna i troszkę otępiałą Lisa, a przy jej nogach leżały kawałki szklanej miski, jeden nawet ranił ją w stopę.
- Cris ja nie chciałam, ja to posprzątam nie wiem jak to się stało.
- Lisa to nie jest ważne, krwawisz.- dopiero teraz spojrzała na swoją stopę. Wziął ją na ręce i posadził na kanapie bandażując jej stopę, nie wiedzieć czemu ona się rozkleiła. - Ej nic ci nie będzie. - starał się ją pocieszyć.- Ja też czasami tłukę rzeczy.
- Nie chodzi o miskę Cristiano, chodzi o to, że jestem bezużyteczna. Przytul mnie. - zrobił to o co prosiła. - Mam dosyć chcę w miarę możliwości nie być ciężarem i pomagać ci, a narazie to ty pomagasz mi i poświęcasz się dla mnie. A to nie tak miało być, to ja miałam ci wynagradzać to wszystko, to co się kiedyś wydarzyło.
- Alise przestań, jestem dużym chłopcem, wtedy też byłem i wszystkiego byłem świadomy. Przestań się obwiniać o to wszystko. A gotować będziemy razem, tylko może od jutra hmm ? - musiała się zgodzić. - A teraz może się położysz ?
- Może nie. Wiesz, że jestem uparta, nie walcz ze mną. Może jednak pojadę z toba na ten trening. - uśmiechnął się. Lisa wyszła do ogrodu, a on zadzwonił do Sary, polubiły się może ona mu pomoże, zgodziła się bez wahania. Umówili się, że posiedzi z nią na treningu. Cris dokończył obiad. Nie za bardzo wiedział jak ma to wyglądać by ona poczuła się normalnie. Gdy był zajęty obiadem ona usiadła przy blacie i go obserwowała.
- Ronaldo chciałabym się czymś zająć i nawet wiem czym. Codziennie w szpitalu odbywa się chemia dla dzieci, może mogłabym im pomóc jakoś przez to przejść.
- A to bezpieczne dla ciebie ?
- Rakiem nie można się zarazić. - uśmiechnęła się.- A tym bardziej jak się go już ma. Chce im pomóc, jest im na pewno ciężej niż mi.
- Okej, zdzwonię do lekarza, o której to się odbywa. - pocałowała go w policzek. - Dobra dobra nie podlizuj się. Siadaj jemy. - zjedli w spokoju, a przed treningiem przyjechał do nich Marcelo nie był jednak sam. Enzo też z nim przyjechał, Lisa strasznie się ucieszyła. Pojechali razem, a na miejscu czekała Sara. Dziewczyny przywitały się ze sobą.
- Widzę, że Cris zapewnił mi towarzystwo. - uśmiechnęła się do Sary. Enzo biegał po murawie z piłką. Towarzyszył mu Karim.
- On martwi się o ciebie i strasznie o ciebie dba.
- Tak wiem, jest dobrym przyjacielem. Nidy nie miałam lepszego.
- Łączy was szczególna więź. - zauważyła słusznie Sara.
- Tak to prawda. Mamy wspólną przeszłość. Wiele się jednak zmieniło. - chłopcy weszli na murawę jak zawsze świetnie się bawiąc. Enzo siedział z dziewczynami.
- Ciociu jestem głodny.
- Okej, zaraz coś wymyślimy, na co masz ochotę ?
- Na Mcdonallda.
- Niedaleko jest jeden. - wtrąciła się Sara. - Chodźcie przejdziemy się.
- Ja jestem za. - krzyknęły tylko chłopakom, że zaraz wrócą. Cris nie był zadowolony, nie chciał tracić Lisy z oczu.
- Cris, spokojnie zaraz wrócą. - zwrócił się do niego Pepe.
- Tak wiem, gramy.- po treningu usiedli na murawie, żeby chwilę odpocząć.
- A może jakaś impreza co Cris ? Jutro ?
- Sam nie wiem, a Lisa ?
- Może iść z nami, a jak nie to na pewno się nie obrazi.
- Sam nie wiem Fabio, pogadam z nią.- na murawę wbiegł szczęśliwy Enzo. Podbiegł do Marcello. - A gdzie Lisa i Sara.
- Pokojnie wujek, ciocia Lisa jest bardzo powolna.
- Wiedziałem, że ten spacer to nie jest dobry pomysł.
- Cris uspokój się, normalność jest ważna. Nie możesz za nią oddychać.- zwrócił mu uwagę Marcello. Zobaczył, że Lisa weszła na trybuny podszedł do niej.
- Wszystko ok ? - spytał. Zobaczył na jej twarzy wielki uśmiech.
- Tak, a dlaczego ? Rozchmurz się z tą miną ci nie ładnie. Cris może ty też wróć do normalności, nie chce żeby twoje życie prywatne cierpiało przeze mnie.
- Może porozmawiamy o tym w domu, poczekaj wezmę swoje rzeczy i pojedziemy do domu. - Lisa musiała się zgodzić, Enzo z Marcelo zabrali się z Pepe. Lisa pożegnała się z Sarą. Wsiadła z Crisem do auta.
- Chłopaki jutro idą na imprezę nie masz nic przeciwko ?
- Jasne Cris, mam wiele nawet za tym żebyś poszedł. Nie możesz być przeze mnie więźniem. Cieszę się że wyjdziesz.
- A ty ?
- A ja porozmawiam z mamą, siostrą na skype. Nie wiem poczytam książkę.
- Pytałem czy nie chcesz iść ze mną ?
- Nie Ronaldo klub, pełen dymu i innych takich to nie dobry pomysł nie mam ochoty. - dojechali do domu. Lisa od razu się położyła.
Gdy wstała on rozmawiał przez telefon, na zegarku była 10, ta chemia była bardziej męcząca niż się spodziewała. Podeszła do lustra i rozczesała włosy, by związać je w kucyk, zauważyło, że trochę ich ubyło. Nie były to znaczne ilości ale wiedziała, że z czasem coraz więcej i szybciej będzie ich wypadać. Ubrała się w dres i zeszła do niego na dół. Rozmawiał z mamą, więc kazała ją pozdrowić. Zawsze się lubiły, pani Aveiro uważała nawet, że Lisa zostanie jej synową, to było jednak nie możliwe. To z Memo miała spędzić całe życie, ale oczywiście nie chciała odtrącać Crisa. Kochała go bardzo, tak bardzo, że jak wyjechał nie potrafiła położyć się w nocy spać bez przepłakania choćby godziny. Ale czas leczył rany, ona miała ich wiele, ale zabliźniły się. Los dał jej jednak szansę tylko cały czas zastanawiała się czy tę walkę o wszystko musiała stoczyć z kimś kogo przed laty tak strasznie skrzywdziła. Z rozmyślań wyrwał ją głos przyjaciela.
- To co jakie plany na dzisiaj ? - spytał całując ją w policzek.
- Na 12 chemia, a o 13 siedzę z dziećmi w szpitalu, a później jem z tobą obiad. A jak twoje plany ? - robiła grzanki dla ich obojga, pokroiła wszystkie składniki też by zrobić omlet.
- Mam na 13 trening, o 15 będę w domu to zajmiemy się obiadem, a na 20 idziemy na tą imprezę. Może Sara wpadła by do ciebie na noc ?- wiele ryzykował tym pytaniem, wiedział, że Lisa nie chce być ciężarem.
- Nie ! Powiedziałam ci Ronaldo poradzę sobie. Zrozum to. Będą chwilę kiedy będę cię potrzebowała one jeszcze przyjdą, daj mi jeszcze pocieszyć się samodzielnością, bo to się skończy Cris boję się, że sam nie zdajesz sobie sprawy jak szybko to będzie.
- Dobrze.- zgodził się zrezygnowany.Odsunął jej krzesło i siedzieli razem jedząc śniadanie. Na 12 zawiózł ją na chemię, tym razem dawka była minimalnie większa. - Naprawdę po chemii chcesz spotkać się z tymi dziećmi ?
- Tak jeżeli tylko im to pomoże. Póki mogę. - Po chemii Cris pojechał na trening, a ona poszła do dzieci. Rozmawiała z nimi, były pełne woli walki. Śmiały się, a nawet żartowały. Choć były od niej o tyle młodsze to były znacznie silniejsze, traktowały raka jako jedną z przeszkód, takich jakie człowiek napotyka czasami na spacerze - przewrócone gałęzie które trzeba przeskoczyć. Takie były te dzieci. Ona dawała im nadzieję, ale nie w tak dużym stopniu w jakim tę nadzieję otrzymywała od nich. To było wspaniałe, jak takie małe istotki wiele mogą dać. Modlili się razem, tak zawsze kończyła się ich chemia, modlitwą żeby ta chemia pomogła im. Wyszła z sali dla dzieci silniejsza, nie tyle fizycznie co psychicznie. Poszła do kościoła. Długo tam siedziała, czuła się tam dobrze. Mówiła o swoich planach, o tym że wygra. Tyle ludzi ją wspiera, wierzy w nią, tylu ludzi bolałaby jej śmierć. Nie chciał by jej rodzice cierpieli, by cierpiał on, wycierpiał się przez nią już wystarczająco. Ale był jeszcze ktoś obiecała Memo, że się nie podda i że będzie w życiu szczęśliwa, wiec tak będzie. Jej choroba musi być tylko rozdziałem w historii jej życia, życia, w którym ten rozdział już przeminie słońce świecić będzie wiecznie. Nie zajdzie już nigdy. Wróciła do domu, a on już był. Od razu mocno ja przytulił.
- Gdzie ty byłaś ? - spytał patrząc na nią.
- Spokojnie, z dziećmi, a potem w kościele.
- Martwiłem się.
- To nie musisz, dzisiaj zdałam sobie sprawę jak wiele znaczy dla mnie życie. - uśmiechnął się. - I ludzie, którzy mnie otaczają. - spojrzała na niego. - Nie zostawię cię Cristiano, zbyt bardzo wtedy mi ciebie brakowało. - przytuliła się do niego.
- Mnie ciebie też, ale byłem młody, wiele się wtedy wydarzyło. Przed wypadkiem, nie miałem prawa cię pocieszać po jego stracie. Nie miałem prawa nawet obiecywać mu tego co mu obiecałem.
- Miałeś. Ale uświadomiłam sobie też, że musimy go pożegnać. Raz na zawsze. Dlatego chciałabym pojechać po jutrze do Portugalii, spakować jego rzeczy, pożegnać go. Bez tego nigdy nie ruszę do przodu.
- Dobrze tak zrobimy. Pojedziemy do Portugalii i go pożegnamy, tak jak na to zasługuje. - uśmiechnęła się do niego.
- Chyba jesteś głodny hmm ? - ruszyli do kuchni by zacząć wspólnie przygotowywać obiad. Po obiedzie jeszcze rozmawiali on opowiedział jej o treningu, a ona jemu o dzieciach i o tym jak wielkie wrażenie na niej zrobiło ich podejście. Razem wymyślili, żeby zabrać dzieci na trening Realu Madryt, jeżeli lekarze oczywiście na to pozwolą.

Rozdział 1

9 lat wcześniej (2003 r)
Cmentarz nad jednym z grobów stoi mężczyzna z kobietą. Są bardzo młodzi na nagrobku widnieje napis : Manuleo de Memoriera ur. 03.05.1985r. zmarły 02.05.2002r.
Kobieta ociera chusteczką łzy, a mężczyzna ją podtrzymuje. W oczach obojga widnieje smutek, rozpacz i brak chęci do życia.
- Cristiano to moja wina. Gdybym nie chciała jechać nad to cholerne morze on by żył. Zabiłam go dzień przed jego urodzinami. - chłopak chwyta ją i mocno przytula, a ona płacze.
- To nie twoja wina. Rozumiesz Memo nie chciałby żebyś tak myślałą. Lisa minął rok czas iść do przodu pomyśleć o studiach.
- Ja chciałam spędzić z nim całe życie rozumiesz ?! Co z tego że minął rok, jak teraz czuję się jeszce gorzej, jakbym umarła. Mam dosyć Cris dlaczego nie umarłam razem z nim.- dziewczyna osuwa się na ziemie, a brunet cały czas ją obejmuje.
- On zawsze chciał żebyś była szczęśliwa. NIe poddasz się rozumiesz, będziesz prawniczką i to cholernie dobrą, a wiesz dlaczego ?- spojrzała na niego pytajacym wzrokiem. - Bo obiecałem mu, że ci pomogę, a ty obiecałaś mu, że będziesz żyć.
- Przecież żyje.
- Smętne włóczenie się między domem, a cmentarzem to nie życie. - ociera jej łzy.- To jego parodia rozumiesz ? Przypomnij sobie co ci powiedział, gdy leżał na tej cholernej sali i umierał na naszych oczach !
- Pamiętam to. Powiedział, że jutro znowu wstanie słońce, a ja muszę żyć by to zobaczyć, by on mógł to oglądać w moich oczach. Cristiano zostawisz mnie na moment samą z nim. - chłopak odchodzi w milczeniu. - Memo tak bardzo cię kocham, nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo. Dlaczego to tak sie potoczyło ?- głaszcze ręką jego zdjęcie. - Wiesz co jutro znowu wstanie słońce i tym razem i ty je zobaczysz, nie poddam się. Będę walczyć zawsze rozumiesz. Kocham cię. - mówi odchodząc od nagrobka i zostawiając przy nim kawałek siebie. Dochodzi do chłopaka, na którym się opiera.

Parę dni później :
- Ja cię nie zostawiam Lisa. - mówi Cristiano trzymając ją w ramionach na lotnisku.
- Wiem Cris spełniasz swoje marzenia. Ja sobie poradzę, już niedługo zacznę studia.
- Jestem z ciebie dumny. - uśmiecha się do niej.
- Ja z ciebie też. Wspinaj sie Ronaldo, na sam szczyt. - klepie go po ramieniu.
- A ty się ucz prymusie. Będę dzwonił. Kocham cię Lisa.
- Ja ciebie też. - odchodzi, a ona krzyczy. - Memo też cię kocha i jest z tobą.

Przez pierwszy rok dzwonią do siebie dzielą się swoimi sukcesami, pocieszają po upadkach. Później kontakt jest coraz żadszy ronaldo nie przyjeżdża na grób przyjaciela często, raz na rok czasem nawet nie, a ich kontakt zaczyna ograniczać się do kartek z życzeniami na święta czy urodziny. On robi zawrotną karierę, przechodzi do Realu Madryt, a ona jest wspaniałą i obiecującą prawniczką.


Obecnie.
Ta sama kobieta  co 9 lat temu stoi nad grobem, a własciwie siedzi, bo nie ma siły stać. Wygląda prawie tak samo smutne oczy, tylko zamiast włosów ma chustkę.  Jest 02.05.2012 r. , czyli 10 rocznica jego śmierci.
- Dalej cię kocham wiesz, z tą tylko różnicą, że dzisiaj jestem bliżej ciebie niz 9 lat temu.
- Nie rozpedzaj się z tą bliskością co Lisa.- poznaje ten głos obraca głowę, to ten sam mężczyzna. Tylko doroślejszy i przystojniejszy niz 9 lat temu. Wstaje on jej pomaga i mocno ją przytula.
- Jesteś tu. - mocno przytula przyjaciela, cieszy się z jego bliskości.
- Jestem tak samo jak ty. Będę tu jutro. Nie zostawię cię już.
- Nigdy mnie nie zostawiłeś. Wspinałeś się. - on uśmiecha się przyjaźnie.
- Tak wspinałem się, ale teraz jestem tu i zabieram cię na barana, będziemy wspinać się razem. - siada obok niej i obejmuje ją ramieniem. - Pomogę ci. Słyszysz Memo nie zostawie jej, nie oddam ci jej tak szybko.
- Cris to nie będzie takie proste.
- Wiem ale sobie poradzimy. Tak jak wtedy po jego śmierci. Zawsze sobie radziliśmy lepiej lub troszkę gorzej. To się nie zmieni. - zapalają znicz na grobie i odchodzą cały czas ze sobą rozmawiając.
- Cieszę się, że grasz w Realu Madryt.
- Ja też, wiem, że to było jego marzenie. - ona uśmiecha się.
- tak jego marzenia żyją w nas. Co teraz zamierzasz ?
- Zabieram cię do Madrytu. Mam tam świetnego lekarza, musisz się tylko zgodzić, a właściwie nawet jak się nie zgodzisz to z Pepe zabierzemy cię siłą.
- Pepe jest tutaj ?- Cristiano kiwa głową. - Cieszę się. Siła nie będzie potrzebna, przyjmę twoją pomoc, nie poddam się.- on mocniej chwyta jej ramię.- Ale oddam ci wszystkie pieniądze jak tylko stanę na nogi.
- Okej rozumiem, że to warunek ?
- Tak dokładnie.- powoli dochodzą do jej domu, z którego wyskakuje Pepe. Łapie ją w ramiona i kręci wokół własnej osi.
- Zrobisz jej krzywdę. - krzyczy Ronaldo. Pepe się opamiętuje i sadza ją na kanapie.
- Przestań Ronaldo od kiedy ty taki delikatny.- uśmiecha się Lisa. - Pepe stęskniłam się, ale nadrobimy to. Mamo jadę z Cristiano do Madrytu, może tam mi pomogą. - starsza kobieta rzuca się na nią. Całuje ją i ściska.
- Tak się cieszę. - później zwraca się do Crisa. - Dziękuję ci chłopcze. - ten jedynie się uśmiecha. Lisa idzie na górę pakowac swoje rzeczy, a za nia podąża Crsi, z kolei Pepe jak zwykle objada się zmakołykami przygotowanymi przez panią Marisę. W sypialni Lisy nie wiele się zmieniło, jest tam wiecej zdjęć. Wiele zdjęć Memo i Crisa, są nawet plakaty z jego wizerunkeim.
- Moze ci podpisać ?- śmieje się Cris dotykając plakatu.
- Wiesz obejdzie się, gwiazdorze. - rzuca w niego poduszką.
- jest trochę tak jakby on tu był jak oglada się te zdjęcia.
- On tu jest Cris z tobą, ze mną. Nie czujesz tego ? - pokiwał twierdząco głową. - Ostatnio czułam go na chemii, był ze mną. Wiesz, że powiedział mi, że wszystko będzie dobrze ? Dalej straszny z niego kłamca. - roześmiałą się dźwięcznie.
- ja też go widzę, za każdym razem jak strzelę gola widzę jak stoi w narożniku i się cieszy. - Lisa pakowała swoje ciuchy, a na sam wierzch wlizki spakowała wszystkie zdjęcia. - Był dobrym kumplem.
- Był dobrym człowiekiem. - złapała go za ręke. - To co Cris czeka nas najtrudniejszy mecz w życiu hmm ?
- Remisu nie będzie, liczy się tylko wygrana.
- No i mówisz jak sportowiec. Do boju boski CR 7! - wziął od niej walizkę i ruszyli do salonu. Gdzie czekałą mama Lisy, jej tata, brat Martin i siostra Estrella. - No to kochani jadę. Odezwę się jak będziemy na miejscu. -Najpierw uściskaął rodzeństwo.- Macie opiekować się rodzicami i nie dawać im za bardzo popalić. - Później wziął ją w ramiona tata.
- Będzie dobrze malutka.
- Wiem tato. Przecież niedługo wrócę. Nie płacz.- starła opuszkami palców jego łzy. Ostatnia była mama. Pani Marisa strasznie płakała. - Mamo proszę.- starsza pani wzięła ją mocno w ramiona.
- Nie poddawaj się rozumiesz. Jesteś silna kobietą.
- Wiem mamo. Tak jak ty. Kocham cię pamiętaj o tym chodźby nie wiem co się stało ja zawsze będę przy tobie.
- Błagam cię Lisa nie żegnaj sie z nami.
- Nie żegnam się, wrócę tu. - zwróciła się do całej rodziny.- Wrócę do was rozumiecie. Do zobaczenia. - Rodzice uściskali Crisa i Pepe prosząc ich o opieke nad córką. Wiedzieli, że Cristiano zrobi wszystko by jej pomóc. Trójka przyjaciół wsiadła do samochodu Cristiano. Lisa siedziała z tyłu.  szybko zasnęła. POdróż trwała 4 godziny, a Lisa cały czas spała. Żeby jej nie budzić Cris wziął ją na ręce i wniósł do domu. Pepe pomógł mu wnieść bagaże.
- Daj znać jutro co powiedział lekarz.
- No pewnie. - pozegnali się i Ronaldo wszedł do salonu. Gdy postanowił zrobić kolację zobaczył schodzącą po schodach Lisę. Podbiegł by jej pomóc. Ale ona go odepchnęła.
- Jeszcze chodzę sama, nie odbieraj mi tego. - była tak akrucha i słaba. - O kolacja umieram z głodu. - Cris popatrzył na nią smutno.- Przepraszam, nie to miałąm na myśli. - przy kolacji rozmawiali o wszystkim tylko nie o chorobie. Wspominali stare czasy, szkołę. Opowiadali sobie o wszystkim o czym jeszcze nie mówili. - Ja posprzątam.- zaproponowałą Lisa. - Nie nie pytam tylko oznajmiam, więc nie musisz się wypowiadać. Wiem, że masz jutro trening, czy mogę pojechać z tobą ?
- No pewnie. - Lisa posprzątała, później Cris pomógł jej rozpakować swoje rzeczy, z racji tego że bardzo się upierała miaął sypialnię na górez, a nie na dole jak chciał Ronaldo. Później usiedli w salonie.
- Lisa krwawisz.- powiedział przerażony Ronaldo widząc stużkę krwi spływającą z jej nosa.
- Zdarza się wiesz ? Zbyt dużo wrażeń. - wytarła nos. - Po chemii to normalne, jestem troszkę słabsza niż inni. Ale spokojnie nie ma tragedii. - cały czas się uśmiechałą.
- jak ty to robisz ? Skąd masz jeszcze tyle uśmiechu ?
- Od ciebie, przez ciebie. Cristiano odkad wiem, że umieram żyję tak jakby mnie tu nie było. Walczę, ale cały czas dostaję cios po którym upadam. Teraz gdy ty jesteś znowu ze mna wiem, że jestem wstanie zablokować te ciosy, moze nawet wyprowadzić kontratak.
- Dlaczego wcześniej mi nie powiedziałaś ?
- Nie wiem, nie chciałąm być ciężarem. Zapomniałam jak to jest mieć przyjaciela u swego boku. W życiu wyrządziłam ci wiele krzywd dlatego nie mogłam pozwolić, żebyś patrzył jak umieram.
- Masz na myśli to co ci powiedziałem mając 16 lat ?
- Nie to co ty mi powiedziałeś, a to jaka ja byłam, ale nie wracajmy do tego. Dziś jest dziś.
- Masz rację. - zanim spojrzał ona już spała. Zaniósł ją do sypialni. Wiedział, że musi o nią walczyć chodżby z samym Bogiem.
- Nie oddam ci jej teraz Memo. - mówił do zdjęcia przyjaciela. - Nic z tego, nie zrezygnuję z niej. - płakał jak dziecko, ale obiecał sobie, że to ostatni raz. Nauczy ją żyć tak jakby choroby nie było. Pokonają ja razem. Musi się dla niej zmienić, nie może być egoistą i nie może patrzeć tylko na siebie. Teraz musi sie opiekować nią. Zasnął jak dziecko. Był zmęczony podobnie jak ona. Lisa wstała wcześniej, ubrała się i zeszła na dół, gdzie na kanapie spał Ronaldo. Przykryła go kocem. Cieszyła się, że znowu ma go przy sobie, może to troszkę egoistyczne ale zawsze chciała mieć go przy sobie. Zaczęła krzątać się po kuchni, co go obudziło. Stanął za nią i ucałował jej policzek.
- Przepraszam nie chciałąm cię obudzić. - obróciła się i go przytuliła.
- Nie obudziłąś. Jak się czujesz ? - spytał z troską w głosie.
- Dobrze.- uśmiechnęła się. - Nawet lepiej niż dobrze. Usiądź już podaję śniadanie. - zjedli razem ciesząc się swoim towarzystwem. Po śniadaniu Cris posprzątał.
- Lisa za godzinę jedziemy na trening.
- Dobrze jestem gotowa. Cieszę się, że zobaczę Santiago Bernabeo. Zawsze o tym marzyłam.
- Poznasz całą drużynę. - uśmiechnął się.
- Świetnie. Cris usiądź na moment. - usiadł na przeciwko niej. - Nie chciałąbym, żeby przeze mnie twoje życie się zmieniło. Nie zrozum mnie źle, ale chcę żebyś wychodził z przyjaciółmi, bawił się i nie zwracał na mnie uwagi.
- A wiesz czego ja chcę ? - popatrzyłą pytająco. - Żebyś bawiła się ze mną, bo też jesteś moją przyjaciółką. Więc nigdzie się bez ciebie nie ruszę.
- A nie masz dziewczyny, randek, zobowiązań. - pokiwał głową.
- Chodź już. -  wsiedli w samochód i ruszyli na trening. Ronaldo zawsze lubił byc przed wszystkimi, żeby spokojnie sie przebrać i czekać na innych. Zaprowadził ją na trybuny, a sam poszedł do szatni. Stadion był piękny, piękniejszy od tego w telewizji. Spełniło się jedno z jej marzeń, z marzeń Memo, które chyba po nim przejęła, spełniałą je, bo wiedziałą, że on widzi to w jej oczach. Stanęła na murawie, a właściwie usiadła. Zawsze kochała boisko, może dlatego, że od najmłodszych lat każdą wolną chwilę spędzała z Memo i Cristiano. Wszystko robili razem. Nie wiadomo kiedy nawet zaczęła być z Memo, kochała go. Mieli plany, ale jak mówią, wiesz jak rozśmieszyć Boga ? Zaplanuj swoją przyszłość. Życie zweryfikowało ich plany w najgorszy możliwy sposób.
- I jak ci się podoba ? - usłyszałą głos za sobą, po chwili Cristiano siedział obok. Ona mu się przyglądała.- Dlaczego nic nie mówisz ?
- Wiesz dzisiaj spełniłęś moje marzenie.
- Dużo ich jeszcze masz ? - spytał podnosząc jedną brew do góry.
- Całą listę. - uśmiechnęła się szeroko. Zobaczyli, że na murawę wchodzą Pepe i Fabio. Tak długo Lisa nie widziała Fabio, przecież się znali. Wstałą, a Fabio mocno ją przytulił.
- Jej jaki ty przystojny. - skomplementowałą portugalczyka.
- A ty jak zwykle śliczna. - znowu ją przytulił. - Cieszę się, że jesteś z nami. - Na boisku zaczęło sie pojawiać coraz więcej osób. Poznała wszystkich.
- Jezu to się dzieje naprawdę, jestem tu z drużyną Realu Madryt. - Marcello ją uszczypnął. - Dziękuję, teraz wiem, że to prawda.
- Może zrobiłąbyś sobie zdjęcie z nami ? - zaproponował brazylijczyk.
- Marzę o tym. - Cris pochylił się nad nią, i szepnął jej do ucha.
- Kolejne marzenie odchaczone.- ona jedynie uśmiechnęła się. Zdjęcie wyszło piękne. Później oglądała ich trening z trybun. Bawiła się przy tym śiwetnie, robiłą zdjęcia, chciałą udokumentować wszystko, żeby wiedzieć, że to wszystko naprawdę się dzieje. PO treningu pojechali z Crisem do lekarza. Najpierw poszła sama.
- Dzień dobry. Nazywam się Ernesto de Luna.- podali sobie ręce. - Przestudiowałem pani historię choroby i muszę przyznać, że jestem dobrej myśli. Wiem, że brałą pani chemioterapię, ale chciałbym ją powtórzyć, a po jednej serii damy eksperymentalny lek, ale musi się pani zgodzić. - z całej tej przemowy wyczytałą tylko, że jest choć cień szansy, to było najważniejsze.
- Panie doktorze, jak duże są moje szanse ?
- 65 %. - to było o wiele więcej niż dawali lekarze, wszędzie gdzie była.
- Chciałąbym, żeby Cristiano wszedł. - lekarz poprosił go, usiadł obok Lisy. - Cristiano pan doktor mówi, ze mam szansę. - Crisowi kamień spadł z serca. - Panie doktorze zgadzam się na wszystko. - podpisałą dokument.
- Dobrze. Chemioterapię zaczniemy już jutro, będziemy ją podawać codziennie przez 15 dni. póżniej 10 dni przerwy i jeżeli będzie to konieczne podamy lek. Lek podawać będziemy w zastrzykasz. Domyślam się, że wie pani jakie są następstwa chemii. - pokiwałą głową. - W przypadku zastrzyków jest troszkę lepiej, ale mogą powodować duży ból. Jest pani gotowa ?
- Oczywiście. Ból przypomina, że żyjemy. Jestem świadoma i gotowa. - wstałą i podałą mu rękę. - Dziękuję za nadzieję i do zobaczenia jutro.
- Dowidzenia. Widzimy się jutro o 12. - razem z Crisem wyszli.
- Cris to nie do wiary przyjeżdżam tutaj i wszystko jest inaczej lepiej.
- chyba powinnaś powiadomić rodzinę, a ja zadzwonię do Pepe i Fabio. - uśmiechnęła się i odeszła kawałek. Wykręciła numer do mamy.
/- Cześć słoneczko. / - odezwał się znajomy głos.
- Witaj mamo. Właśnie wyszłam od lekarza.
/- No i co ci powiedział ? /
- jest szansa mamo. 65 %, że będę zdrowa. - po drugiej stronie usłyszałą szlochanie radości całej rodziny. - Też się cieszę kochani.
/- Lisa, to najwspanialsza wiadomość. /
- Mamo wyślę ci zdjęcia zrobione dzisiaj. Wyślę je na skrzynkę e-mail. teraz kończę. Kocham was.
/ - My ciebie też. /- odezwał się chórek po drugiej stronie. Cristiano podszedł do niej.
- Organizuję dzisiaj przyjęcie na twoja cześć. - uśmiechnął się.
- To miłe. - zrobiłą zdjęcie kliniki.
- Co robisz ?- spytał zainteresowany.
- Album.- przytuliła go i zrobiła zdjęcie. - Widzisz kolejne zdjęcie. Jutro zaczynamy walkę. Jesteś gotowy ?
- Ja tak.
- Cris usiądźmy na chwilkę. - zrobił jak chciałą. Usiedli na ławeczce przy klinice. - Dziś będziemy świętować nadzieję, nie będziemy rozmawiać o wczoraj, o jutrze i o chorobie. Ale zanim to nastąpi muszę ci uświadomić jak będzie. - pierwszy raz uśmiech zszedł z jej twarzy. Popatrzyła smutno przed siebie. - Chemioterapia jest czymś najgorszym w życiu. Z jednej strony trzyma nas chorych wśród żywych, a z drugiej pozbawia nas sił.- chciał coś wtrącić. - Poczekaj, daj mi dokończyć. Przywiozłes mnie tutaj ale ja muszę ci powiedzieć, muszę dać ci szansę wycofać się z mieszkania ze mną, wtedy wynajmę jakiś pokój czy coś. Posłuchaj Cris będzie źle, a nawet okropnie. Będę wymiotować, budzić się z krzykiem. Nie chcę narażać cię na stres. Nie chce żebyś się poświęcał. Będę słaba. Nie będę miałą siły, nie będę nic chciałą, mogę być agresywna.
- I tylko tym chcesz mnie zniechęcić ?- roześmiałą się. - Lisa, jestem twoim przyjacielem, nie zostawię cię. Wiem, że ty byś mnie nie zostawiła. Wiem, że jestem egoistą, mieszkam sam, patrzę tylko na siebie, nie mam zobowiązań. Ale mam przyjaciółkę, którą kocham. Nie zniósł bym myśli, że teraz nie ma mnie przy tobie. - oparła głowę na jego ramieniu. - Wiem, że będzie ciężko, ale pamiętasz nie interesuje nas remis ..
- tylko wygrana.- dodała.
- Właśnie, a dzisiaj usłyszeliśmy, ż eto możliwe. Będzie dobrze, a teraz choć musisz mi pomóc coś ugotować.
- Bardzo chętnie. - przygotowując przyjęcie nie mówili o chorobie, śmiali się, wygłupiali. Nic się nie liczyło. Jednak wiedzieli, że to wszystko zmieni ich życie. O 20 wszyscy zaczęli się zjeżdżać. Pierwszy przyjechał Fabio i Pepe. razem chwycili Lisę w ramiona.
- Cieszymy się.- powiedzieli chórem.
- Ja też. - odpowiedziałą całując ich w policzki. - Jest tak jak kiedyś. - później przyszedł Marcelo ze swoim synkiem, ponieważ nie miał go z kim zostawić.
- cześć Lisa, cześć chłopaki. - Lisa od razu przykucnęła przy chłopcu.
- A co to za przystojniak ?
- Mam na imię Enzo, a ty ?
- Co ci tata mówił, nie można do wszystkich mówić na ty.- chłopiec się speszył.
- Oj przestań Marcelo. Ja mam na imię Alise, ale przyjaciele mówią na mnie Lisa, ale jak twojemu tacie to przeszkadza, to mów mi ciociu okej ? - wystawiła rękę, mały przybił jej piątkę. - To co Enzo, może pomożesz mi sprawdzić czy ciasteczka są dobre hmmm ? - mały od razu chwycił ją za rękę i poszli razem do kuchni.
- Co powiedział lekarz ? - Marcelo zwrócił się do Crisa.
- jest nadzieja. - później przyszli Iker z narzeczoną, Sami również ze swoją partnerką, Karim, Mesut, Sergio z partnerką, Alvaro - sam, Diego i Kaka  z żoną. Wszystkim smakowało jedzenie śmiali się, Enzo cały czas siedział na kolanach u Lisy, bardzo ją polubił. Mały chciał zagrać w piłkarzyki więc ona się zgodziła, był świetny. Po 22 Enzo chciał spać.
- Ciociu jestem zmęczony.
- Poczekaj chwilkę okej.
- Marcelo, położę małego spać, a ty jutro go odbierzesz co ? - Marcelo się zgodził, przeprosiła gości. Położyła się z Enzo w sypialni i opowiadała mu bajkę o dzielnym księciu, w drzwiach stał Cristiano, bolało go, to, że ona może nigdy nie zostanie matką. Enzo zasnął, a ona zauważyła przyjaciela. Podeszła do niego.
- Długo tu stoisz ?
- Fajna bajka. - uśmiechnął się.- Nie myślałem, że zasnęłaś i postanowiłem to sprawdzić.
- Jak widzisz nie śpię, chodźmy na dół.
- Enzo dał ci popalić ?- spytał Marcelo.
- Nie to wspaniały chłopiec i bardzo grzeczny.
- Lisa opowiedz nam coś o sobie. - poprosiła Sara narzeczona Ikera.
- Ale co chcecie konkretnie wiedzieć ?
- Jak długo znasz Crisa, Pepe i Fabio ? - spytał Sergio.
- Crisa całe życie, Pepe i Fabio nie wiem od 16 lat, coś takiego.
- Współczuje ci całę życie z Ronaldo.- roześmiał się Kaka.
- Powinieneś zazdrościć. - Ronaldo ucieszyły jej słowa.
- A czym się zajmujesz ? - spytała żona Kaki.
- Skończyłam prawo, aplikację, teraz obecnie walczę.- uśmiechnęła się. Wszyscy się zmieszali. - Spokojnie potrafię rozmawiać o swojej chorobie. - zapadła cisza, nikt nie wiedział co ma powiedzieć. Ciszę przerwała Sara. podeszła do niej i ją przytuliła.
- Jesteśmy z tobą. - poczuła się jakby miała tu rodzinę, wtedy z jej nosa znowu pociekła szkarłatna stróżka krwi. wytarła ją dłonią, ale nie przestawało lecieć. Cristiano zaprowadził ją do dalonu, żeby na chwilę sie położyła.
- Cris poproś żeby nie wychodzili. - złapałą go za rękę. - Nie chcę psuć przyjęcia. Zaraz mi przejdzie. - Cristiano poszedł do kuchni.
- Może już pójdziemy. - zaproponował Mesut.
- Nie, Lisa chce żebyście zostali.
- Tak proszę. - wtrąciła się wracając do kuchni. - Trochę krwi z nosa to nic strasznego, u mnie to raczej normalne. - znowu na jej twarzy pojawił się uśmiech. - Wiecie co może zagramy w coś ? Jestem iekawa, czy tak samo świetni jesteście na wirtualnym boisku. - piłkarze podjęli wyzwanie. Zapanowaął ponownie miła atmosfera. Lisa była świetna, albo piłkarze dawali jej wygrać. Dobrze się bawili, pomimo przykrych incydentów. Później zaczęli tańczyć, Lisa dawno tak dobrze się nie bawiła, właściwie, bawiła się ostatni raz z Memo, od jego śmierci nie miałą na to czasu, ani ochoty. Późno w nocy pożegnali gości razem posprzątali, choć Cris nalegał, że zrobi to sam. Lisa była szczęśliwa, choć wiedziała że jutro koszmar zacznie się na nowo. Wiedziała, że będzie ciężko, uważała tez, że ze względu na przeszłość nie może pozwolić Crisowi na opiekę nad nią, że w życiu zbyt wiele krzywdy mu wyrządziła.
- EJ sluchasz mnie ?- zamyśliła się.
- Przepraszam Ronaldo zamyśliłam się. Możesz powtórzyć.
- Mówiłem, że jutro  nie mam treningu, właściwie to w sobote ostatni mecz, a później przygotowania do Euro.
- Crisz nie za dużo na siebie bierzesz ? - spojrzał na nia pytająco. - Mówie o tym, że masz zobowiązania, a ja jeszcze utrudniam ci życie, a powinnam wynagradzać ci to co stało się kiedyś.
- Przestań gadać bzdury Alise. To co było kiedyś nie ma dzisiaj znaczenia. - spojrzała mu w oczy.
- Jesteś pewien, że to już nie ma znaczenia.
- Tak jestem pewien. Poradzimy sobie. NIe zostawię cię.
- Przestań to powtarzać, odejdź póki możesz. - złapał ją za ręce.
- to mnie nie zraża, aż tak łatwo ci nie pójdzie. - Wziął ją w ramiona. - Będzie dobrze.
- Mam nadzieję - wyszeptała mu do ucha. - Boję się .- on mocniej ja przytulił. - Ale wiesz czego boję się najbardziej ? - spojrzała mu w oczy. - Że będziesz cierpiał. Tak jak przed laty. A ja sobie wtedy obiecałąm, że nigdy więcej nie pozwolę ci cierpieć. - rozpłakała się. A on ponownie otulił ją ramionami.
- Pamiętaj, że wtedy i teraz wiedziałem co robię. Dlatego nie zadręczaj się. Nie zostawię cię, nigdy.
- Kocham Cię Ronaldo. - te słowa go zamurowały, wiedział, że kocha go jak przyjaciela i to się nigdy nie zmieni.
- Chodź czas spać. - odprowadził ją do sypialni, a sam później wrócił do sprzątania. Wiedział, że jutro zacznie się największy i najważniejszy mecz w jego żeciu. Wiedział, że będzie musiał walczyć, ze sobą i z Alise.