9 lat wcześniej (2003 r)
Cmentarz nad jednym z grobów stoi mężczyzna z kobietą. Są bardzo młodzi na nagrobku widnieje napis : Manuleo de Memoriera ur. 03.05.1985r. zmarły 02.05.2002r.
Kobieta ociera chusteczką łzy, a mężczyzna ją podtrzymuje. W oczach obojga widnieje smutek, rozpacz i brak chęci do życia.
- Cristiano to moja wina. Gdybym nie chciała jechać nad to cholerne morze on by żył. Zabiłam go dzień przed jego urodzinami. - chłopak chwyta ją i mocno przytula, a ona płacze.
- To nie twoja wina. Rozumiesz Memo nie chciałby żebyś tak myślałą. Lisa minął rok czas iść do przodu pomyśleć o studiach.
- Ja chciałam spędzić z nim całe życie rozumiesz ?! Co z tego że minął rok, jak teraz czuję się jeszce gorzej, jakbym umarła. Mam dosyć Cris dlaczego nie umarłam razem z nim.- dziewczyna osuwa się na ziemie, a brunet cały czas ją obejmuje.
- On zawsze chciał żebyś była szczęśliwa. NIe poddasz się rozumiesz, będziesz prawniczką i to cholernie dobrą, a wiesz dlaczego ?- spojrzała na niego pytajacym wzrokiem. - Bo obiecałem mu, że ci pomogę, a ty obiecałaś mu, że będziesz żyć.
- Przecież żyje.
- Smętne włóczenie się między domem, a cmentarzem to nie życie. - ociera jej łzy.- To jego parodia rozumiesz ? Przypomnij sobie co ci powiedział, gdy leżał na tej cholernej sali i umierał na naszych oczach !
- Pamiętam to. Powiedział, że jutro znowu wstanie słońce, a ja muszę żyć by to zobaczyć, by on mógł to oglądać w moich oczach. Cristiano zostawisz mnie na moment samą z nim. - chłopak odchodzi w milczeniu. - Memo tak bardzo cię kocham, nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo. Dlaczego to tak sie potoczyło ?- głaszcze ręką jego zdjęcie. - Wiesz co jutro znowu wstanie słońce i tym razem i ty je zobaczysz, nie poddam się. Będę walczyć zawsze rozumiesz. Kocham cię. - mówi odchodząc od nagrobka i zostawiając przy nim kawałek siebie. Dochodzi do chłopaka, na którym się opiera.
Parę dni później :
- Ja cię nie zostawiam Lisa. - mówi Cristiano trzymając ją w ramionach na lotnisku.
- Wiem Cris spełniasz swoje marzenia. Ja sobie poradzę, już niedługo zacznę studia.
- Jestem z ciebie dumny. - uśmiecha się do niej.
- Ja z ciebie też. Wspinaj sie Ronaldo, na sam szczyt. - klepie go po ramieniu.
- A ty się ucz prymusie. Będę dzwonił. Kocham cię Lisa.
- Ja ciebie też. - odchodzi, a ona krzyczy. - Memo też cię kocha i jest z tobą.
Przez pierwszy rok dzwonią do siebie dzielą się swoimi sukcesami, pocieszają po upadkach. Później kontakt jest coraz żadszy ronaldo nie przyjeżdża na grób przyjaciela często, raz na rok czasem nawet nie, a ich kontakt zaczyna ograniczać się do kartek z życzeniami na święta czy urodziny. On robi zawrotną karierę, przechodzi do Realu Madryt, a ona jest wspaniałą i obiecującą prawniczką.
Obecnie.
Ta sama kobieta co 9 lat temu stoi nad grobem, a własciwie siedzi, bo nie ma siły stać. Wygląda prawie tak samo smutne oczy, tylko zamiast włosów ma chustkę. Jest 02.05.2012 r. , czyli 10 rocznica jego śmierci.
- Dalej cię kocham wiesz, z tą tylko różnicą, że dzisiaj jestem bliżej ciebie niz 9 lat temu.
- Nie rozpedzaj się z tą bliskością co Lisa.- poznaje ten głos obraca głowę, to ten sam mężczyzna. Tylko doroślejszy i przystojniejszy niz 9 lat temu. Wstaje on jej pomaga i mocno ją przytula.
- Jesteś tu. - mocno przytula przyjaciela, cieszy się z jego bliskości.
- Jestem tak samo jak ty. Będę tu jutro. Nie zostawię cię już.
- Nigdy mnie nie zostawiłeś. Wspinałeś się. - on uśmiecha się przyjaźnie.
- Tak wspinałem się, ale teraz jestem tu i zabieram cię na barana, będziemy wspinać się razem. - siada obok niej i obejmuje ją ramieniem. - Pomogę ci. Słyszysz Memo nie zostawie jej, nie oddam ci jej tak szybko.
- Cris to nie będzie takie proste.
- Wiem ale sobie poradzimy. Tak jak wtedy po jego śmierci. Zawsze sobie radziliśmy lepiej lub troszkę gorzej. To się nie zmieni. - zapalają znicz na grobie i odchodzą cały czas ze sobą rozmawiając.
- Cieszę się, że grasz w Realu Madryt.
- Ja też, wiem, że to było jego marzenie. - ona uśmiecha się.
- tak jego marzenia żyją w nas. Co teraz zamierzasz ?
- Zabieram cię do Madrytu. Mam tam świetnego lekarza, musisz się tylko zgodzić, a właściwie nawet jak się nie zgodzisz to z Pepe zabierzemy cię siłą.
- Pepe jest tutaj ?- Cristiano kiwa głową. - Cieszę się. Siła nie będzie potrzebna, przyjmę twoją pomoc, nie poddam się.- on mocniej chwyta jej ramię.- Ale oddam ci wszystkie pieniądze jak tylko stanę na nogi.
- Okej rozumiem, że to warunek ?
- Tak dokładnie.- powoli dochodzą do jej domu, z którego wyskakuje Pepe. Łapie ją w ramiona i kręci wokół własnej osi.
- Zrobisz jej krzywdę. - krzyczy Ronaldo. Pepe się opamiętuje i sadza ją na kanapie.
- Przestań Ronaldo od kiedy ty taki delikatny.- uśmiecha się Lisa. - Pepe stęskniłam się, ale nadrobimy to. Mamo jadę z Cristiano do Madrytu, może tam mi pomogą. - starsza kobieta rzuca się na nią. Całuje ją i ściska.
- Tak się cieszę. - później zwraca się do Crisa. - Dziękuję ci chłopcze. - ten jedynie się uśmiecha. Lisa idzie na górę pakowac swoje rzeczy, a za nia podąża Crsi, z kolei Pepe jak zwykle objada się zmakołykami przygotowanymi przez panią Marisę. W sypialni Lisy nie wiele się zmieniło, jest tam wiecej zdjęć. Wiele zdjęć Memo i Crisa, są nawet plakaty z jego wizerunkeim.
- Moze ci podpisać ?- śmieje się Cris dotykając plakatu.
- Wiesz obejdzie się, gwiazdorze. - rzuca w niego poduszką.
- jest trochę tak jakby on tu był jak oglada się te zdjęcia.
- On tu jest Cris z tobą, ze mną. Nie czujesz tego ? - pokiwał twierdząco głową. - Ostatnio czułam go na chemii, był ze mną. Wiesz, że powiedział mi, że wszystko będzie dobrze ? Dalej straszny z niego kłamca. - roześmiałą się dźwięcznie.
- ja też go widzę, za każdym razem jak strzelę gola widzę jak stoi w narożniku i się cieszy. - Lisa pakowała swoje ciuchy, a na sam wierzch wlizki spakowała wszystkie zdjęcia. - Był dobrym kumplem.
- Był dobrym człowiekiem. - złapała go za ręke. - To co Cris czeka nas najtrudniejszy mecz w życiu hmm ?
- Remisu nie będzie, liczy się tylko wygrana.
- No i mówisz jak sportowiec. Do boju boski CR 7! - wziął od niej walizkę i ruszyli do salonu. Gdzie czekałą mama Lisy, jej tata, brat Martin i siostra Estrella. - No to kochani jadę. Odezwę się jak będziemy na miejscu. -Najpierw uściskaął rodzeństwo.- Macie opiekować się rodzicami i nie dawać im za bardzo popalić. - Później wziął ją w ramiona tata.
- Będzie dobrze malutka.
- Wiem tato. Przecież niedługo wrócę. Nie płacz.- starła opuszkami palców jego łzy. Ostatnia była mama. Pani Marisa strasznie płakała. - Mamo proszę.- starsza pani wzięła ją mocno w ramiona.
- Nie poddawaj się rozumiesz. Jesteś silna kobietą.
- Wiem mamo. Tak jak ty. Kocham cię pamiętaj o tym chodźby nie wiem co się stało ja zawsze będę przy tobie.
- Błagam cię Lisa nie żegnaj sie z nami.
- Nie żegnam się, wrócę tu. - zwróciła się do całej rodziny.- Wrócę do was rozumiecie. Do zobaczenia. - Rodzice uściskali Crisa i Pepe prosząc ich o opieke nad córką. Wiedzieli, że Cristiano zrobi wszystko by jej pomóc. Trójka przyjaciół wsiadła do samochodu Cristiano. Lisa siedziała z tyłu. szybko zasnęła. POdróż trwała 4 godziny, a Lisa cały czas spała. Żeby jej nie budzić Cris wziął ją na ręce i wniósł do domu. Pepe pomógł mu wnieść bagaże.
- Daj znać jutro co powiedział lekarz.
- No pewnie. - pozegnali się i Ronaldo wszedł do salonu. Gdy postanowił zrobić kolację zobaczył schodzącą po schodach Lisę. Podbiegł by jej pomóc. Ale ona go odepchnęła.
- Jeszcze chodzę sama, nie odbieraj mi tego. - była tak akrucha i słaba. - O kolacja umieram z głodu. - Cris popatrzył na nią smutno.- Przepraszam, nie to miałąm na myśli. - przy kolacji rozmawiali o wszystkim tylko nie o chorobie. Wspominali stare czasy, szkołę. Opowiadali sobie o wszystkim o czym jeszcze nie mówili. - Ja posprzątam.- zaproponowałą Lisa. - Nie nie pytam tylko oznajmiam, więc nie musisz się wypowiadać. Wiem, że masz jutro trening, czy mogę pojechać z tobą ?
- No pewnie. - Lisa posprzątała, później Cris pomógł jej rozpakować swoje rzeczy, z racji tego że bardzo się upierała miaął sypialnię na górez, a nie na dole jak chciał Ronaldo. Później usiedli w salonie.
- Lisa krwawisz.- powiedział przerażony Ronaldo widząc stużkę krwi spływającą z jej nosa.
- Zdarza się wiesz ? Zbyt dużo wrażeń. - wytarła nos. - Po chemii to normalne, jestem troszkę słabsza niż inni. Ale spokojnie nie ma tragedii. - cały czas się uśmiechałą.
- jak ty to robisz ? Skąd masz jeszcze tyle uśmiechu ?
- Od ciebie, przez ciebie. Cristiano odkad wiem, że umieram żyję tak jakby mnie tu nie było. Walczę, ale cały czas dostaję cios po którym upadam. Teraz gdy ty jesteś znowu ze mna wiem, że jestem wstanie zablokować te ciosy, moze nawet wyprowadzić kontratak.
- Dlaczego wcześniej mi nie powiedziałaś ?
- Nie wiem, nie chciałąm być ciężarem. Zapomniałam jak to jest mieć przyjaciela u swego boku. W życiu wyrządziłam ci wiele krzywd dlatego nie mogłam pozwolić, żebyś patrzył jak umieram.
- Masz na myśli to co ci powiedziałem mając 16 lat ?
- Nie to co ty mi powiedziałeś, a to jaka ja byłam, ale nie wracajmy do tego. Dziś jest dziś.
- Masz rację. - zanim spojrzał ona już spała. Zaniósł ją do sypialni. Wiedział, że musi o nią walczyć chodżby z samym Bogiem.
- Nie oddam ci jej teraz Memo. - mówił do zdjęcia przyjaciela. - Nic z tego, nie zrezygnuję z niej. - płakał jak dziecko, ale obiecał sobie, że to ostatni raz. Nauczy ją żyć tak jakby choroby nie było. Pokonają ja razem. Musi się dla niej zmienić, nie może być egoistą i nie może patrzeć tylko na siebie. Teraz musi sie opiekować nią. Zasnął jak dziecko. Był zmęczony podobnie jak ona. Lisa wstała wcześniej, ubrała się i zeszła na dół, gdzie na kanapie spał Ronaldo. Przykryła go kocem. Cieszyła się, że znowu ma go przy sobie, może to troszkę egoistyczne ale zawsze chciała mieć go przy sobie. Zaczęła krzątać się po kuchni, co go obudziło. Stanął za nią i ucałował jej policzek.
- Przepraszam nie chciałąm cię obudzić. - obróciła się i go przytuliła.
- Nie obudziłąś. Jak się czujesz ? - spytał z troską w głosie.
- Dobrze.- uśmiechnęła się. - Nawet lepiej niż dobrze. Usiądź już podaję śniadanie. - zjedli razem ciesząc się swoim towarzystwem. Po śniadaniu Cris posprzątał.
- Lisa za godzinę jedziemy na trening.
- Dobrze jestem gotowa. Cieszę się, że zobaczę Santiago Bernabeo. Zawsze o tym marzyłam.
- Poznasz całą drużynę. - uśmiechnął się.
- Świetnie. Cris usiądź na moment. - usiadł na przeciwko niej. - Nie chciałąbym, żeby przeze mnie twoje życie się zmieniło. Nie zrozum mnie źle, ale chcę żebyś wychodził z przyjaciółmi, bawił się i nie zwracał na mnie uwagi.
- A wiesz czego ja chcę ? - popatrzyłą pytająco. - Żebyś bawiła się ze mną, bo też jesteś moją przyjaciółką. Więc nigdzie się bez ciebie nie ruszę.
- A nie masz dziewczyny, randek, zobowiązań. - pokiwał głową.
- Chodź już. - wsiedli w samochód i ruszyli na trening. Ronaldo zawsze lubił byc przed wszystkimi, żeby spokojnie sie przebrać i czekać na innych. Zaprowadził ją na trybuny, a sam poszedł do szatni. Stadion był piękny, piękniejszy od tego w telewizji. Spełniło się jedno z jej marzeń, z marzeń Memo, które chyba po nim przejęła, spełniałą je, bo wiedziałą, że on widzi to w jej oczach. Stanęła na murawie, a właściwie usiadła. Zawsze kochała boisko, może dlatego, że od najmłodszych lat każdą wolną chwilę spędzała z Memo i Cristiano. Wszystko robili razem. Nie wiadomo kiedy nawet zaczęła być z Memo, kochała go. Mieli plany, ale jak mówią, wiesz jak rozśmieszyć Boga ? Zaplanuj swoją przyszłość. Życie zweryfikowało ich plany w najgorszy możliwy sposób.
- I jak ci się podoba ? - usłyszałą głos za sobą, po chwili Cristiano siedział obok. Ona mu się przyglądała.- Dlaczego nic nie mówisz ?
- Wiesz dzisiaj spełniłęś moje marzenie.
- Dużo ich jeszcze masz ? - spytał podnosząc jedną brew do góry.
- Całą listę. - uśmiechnęła się szeroko. Zobaczyli, że na murawę wchodzą Pepe i Fabio. Tak długo Lisa nie widziała Fabio, przecież się znali. Wstałą, a Fabio mocno ją przytulił.
- Jej jaki ty przystojny. - skomplementowałą portugalczyka.
- A ty jak zwykle śliczna. - znowu ją przytulił. - Cieszę się, że jesteś z nami. - Na boisku zaczęło sie pojawiać coraz więcej osób. Poznała wszystkich.
- Jezu to się dzieje naprawdę, jestem tu z drużyną Realu Madryt. - Marcello ją uszczypnął. - Dziękuję, teraz wiem, że to prawda.
- Może zrobiłąbyś sobie zdjęcie z nami ? - zaproponował brazylijczyk.
- Marzę o tym. - Cris pochylił się nad nią, i szepnął jej do ucha.
- Kolejne marzenie odchaczone.- ona jedynie uśmiechnęła się. Zdjęcie wyszło piękne. Później oglądała ich trening z trybun. Bawiła się przy tym śiwetnie, robiłą zdjęcia, chciałą udokumentować wszystko, żeby wiedzieć, że to wszystko naprawdę się dzieje. PO treningu pojechali z Crisem do lekarza. Najpierw poszła sama.
- Dzień dobry. Nazywam się Ernesto de Luna.- podali sobie ręce. - Przestudiowałem pani historię choroby i muszę przyznać, że jestem dobrej myśli. Wiem, że brałą pani chemioterapię, ale chciałbym ją powtórzyć, a po jednej serii damy eksperymentalny lek, ale musi się pani zgodzić. - z całej tej przemowy wyczytałą tylko, że jest choć cień szansy, to było najważniejsze.
- Panie doktorze, jak duże są moje szanse ?
- 65 %. - to było o wiele więcej niż dawali lekarze, wszędzie gdzie była.
- Chciałąbym, żeby Cristiano wszedł. - lekarz poprosił go, usiadł obok Lisy. - Cristiano pan doktor mówi, ze mam szansę. - Crisowi kamień spadł z serca. - Panie doktorze zgadzam się na wszystko. - podpisałą dokument.
- Dobrze. Chemioterapię zaczniemy już jutro, będziemy ją podawać codziennie przez 15 dni. póżniej 10 dni przerwy i jeżeli będzie to konieczne podamy lek. Lek podawać będziemy w zastrzykasz. Domyślam się, że wie pani jakie są następstwa chemii. - pokiwałą głową. - W przypadku zastrzyków jest troszkę lepiej, ale mogą powodować duży ból. Jest pani gotowa ?
- Oczywiście. Ból przypomina, że żyjemy. Jestem świadoma i gotowa. - wstałą i podałą mu rękę. - Dziękuję za nadzieję i do zobaczenia jutro.
- Dowidzenia. Widzimy się jutro o 12. - razem z Crisem wyszli.
- Cris to nie do wiary przyjeżdżam tutaj i wszystko jest inaczej lepiej.
- chyba powinnaś powiadomić rodzinę, a ja zadzwonię do Pepe i Fabio. - uśmiechnęła się i odeszła kawałek. Wykręciła numer do mamy.
/- Cześć słoneczko. / - odezwał się znajomy głos.
- Witaj mamo. Właśnie wyszłam od lekarza.
/- No i co ci powiedział ? /
- jest szansa mamo. 65 %, że będę zdrowa. - po drugiej stronie usłyszałą szlochanie radości całej rodziny. - Też się cieszę kochani.
/- Lisa, to najwspanialsza wiadomość. /
- Mamo wyślę ci zdjęcia zrobione dzisiaj. Wyślę je na skrzynkę e-mail. teraz kończę. Kocham was.
/ - My ciebie też. /- odezwał się chórek po drugiej stronie. Cristiano podszedł do niej.
- Organizuję dzisiaj przyjęcie na twoja cześć. - uśmiechnął się.
- To miłe. - zrobiłą zdjęcie kliniki.
- Co robisz ?- spytał zainteresowany.
- Album.- przytuliła go i zrobiła zdjęcie. - Widzisz kolejne zdjęcie. Jutro zaczynamy walkę. Jesteś gotowy ?
- Ja tak.
- Cris usiądźmy na chwilkę. - zrobił jak chciałą. Usiedli na ławeczce przy klinice. - Dziś będziemy świętować nadzieję, nie będziemy rozmawiać o wczoraj, o jutrze i o chorobie. Ale zanim to nastąpi muszę ci uświadomić jak będzie. - pierwszy raz uśmiech zszedł z jej twarzy. Popatrzyła smutno przed siebie. - Chemioterapia jest czymś najgorszym w życiu. Z jednej strony trzyma nas chorych wśród żywych, a z drugiej pozbawia nas sił.- chciał coś wtrącić. - Poczekaj, daj mi dokończyć. Przywiozłes mnie tutaj ale ja muszę ci powiedzieć, muszę dać ci szansę wycofać się z mieszkania ze mną, wtedy wynajmę jakiś pokój czy coś. Posłuchaj Cris będzie źle, a nawet okropnie. Będę wymiotować, budzić się z krzykiem. Nie chcę narażać cię na stres. Nie chce żebyś się poświęcał. Będę słaba. Nie będę miałą siły, nie będę nic chciałą, mogę być agresywna.
- I tylko tym chcesz mnie zniechęcić ?- roześmiałą się. - Lisa, jestem twoim przyjacielem, nie zostawię cię. Wiem, że ty byś mnie nie zostawiła. Wiem, że jestem egoistą, mieszkam sam, patrzę tylko na siebie, nie mam zobowiązań. Ale mam przyjaciółkę, którą kocham. Nie zniósł bym myśli, że teraz nie ma mnie przy tobie. - oparła głowę na jego ramieniu. - Wiem, że będzie ciężko, ale pamiętasz nie interesuje nas remis ..
- tylko wygrana.- dodała.
- Właśnie, a dzisiaj usłyszeliśmy, ż eto możliwe. Będzie dobrze, a teraz choć musisz mi pomóc coś ugotować.
- Bardzo chętnie. - przygotowując przyjęcie nie mówili o chorobie, śmiali się, wygłupiali. Nic się nie liczyło. Jednak wiedzieli, że to wszystko zmieni ich życie. O 20 wszyscy zaczęli się zjeżdżać. Pierwszy przyjechał Fabio i Pepe. razem chwycili Lisę w ramiona.
- Cieszymy się.- powiedzieli chórem.
- Ja też. - odpowiedziałą całując ich w policzki. - Jest tak jak kiedyś. - później przyszedł Marcelo ze swoim synkiem, ponieważ nie miał go z kim zostawić.
- cześć Lisa, cześć chłopaki. - Lisa od razu przykucnęła przy chłopcu.
- A co to za przystojniak ?
- Mam na imię Enzo, a ty ?
- Co ci tata mówił, nie można do wszystkich mówić na ty.- chłopiec się speszył.
- Oj przestań Marcelo. Ja mam na imię Alise, ale przyjaciele mówią na mnie Lisa, ale jak twojemu tacie to przeszkadza, to mów mi ciociu okej ? - wystawiła rękę, mały przybił jej piątkę. - To co Enzo, może pomożesz mi sprawdzić czy ciasteczka są dobre hmmm ? - mały od razu chwycił ją za rękę i poszli razem do kuchni.
- Co powiedział lekarz ? - Marcelo zwrócił się do Crisa.
- jest nadzieja. - później przyszli Iker z narzeczoną, Sami również ze swoją partnerką, Karim, Mesut, Sergio z partnerką, Alvaro - sam, Diego i Kaka z żoną. Wszystkim smakowało jedzenie śmiali się, Enzo cały czas siedział na kolanach u Lisy, bardzo ją polubił. Mały chciał zagrać w piłkarzyki więc ona się zgodziła, był świetny. Po 22 Enzo chciał spać.
- Ciociu jestem zmęczony.
- Poczekaj chwilkę okej.
- Marcelo, położę małego spać, a ty jutro go odbierzesz co ? - Marcelo się zgodził, przeprosiła gości. Położyła się z Enzo w sypialni i opowiadała mu bajkę o dzielnym księciu, w drzwiach stał Cristiano, bolało go, to, że ona może nigdy nie zostanie matką. Enzo zasnął, a ona zauważyła przyjaciela. Podeszła do niego.
- Długo tu stoisz ?
- Fajna bajka. - uśmiechnął się.- Nie myślałem, że zasnęłaś i postanowiłem to sprawdzić.
- Jak widzisz nie śpię, chodźmy na dół.
- Enzo dał ci popalić ?- spytał Marcelo.
- Nie to wspaniały chłopiec i bardzo grzeczny.
- Lisa opowiedz nam coś o sobie. - poprosiła Sara narzeczona Ikera.
- Ale co chcecie konkretnie wiedzieć ?
- Jak długo znasz Crisa, Pepe i Fabio ? - spytał Sergio.
- Crisa całe życie, Pepe i Fabio nie wiem od 16 lat, coś takiego.
- Współczuje ci całę życie z Ronaldo.- roześmiał się Kaka.
- Powinieneś zazdrościć. - Ronaldo ucieszyły jej słowa.
- A czym się zajmujesz ? - spytała żona Kaki.
- Skończyłam prawo, aplikację, teraz obecnie walczę.- uśmiechnęła się. Wszyscy się zmieszali. - Spokojnie potrafię rozmawiać o swojej chorobie. - zapadła cisza, nikt nie wiedział co ma powiedzieć. Ciszę przerwała Sara. podeszła do niej i ją przytuliła.
- Jesteśmy z tobą. - poczuła się jakby miała tu rodzinę, wtedy z jej nosa znowu pociekła szkarłatna stróżka krwi. wytarła ją dłonią, ale nie przestawało lecieć. Cristiano zaprowadził ją do dalonu, żeby na chwilę sie położyła.
- Cris poproś żeby nie wychodzili. - złapałą go za rękę. - Nie chcę psuć przyjęcia. Zaraz mi przejdzie. - Cristiano poszedł do kuchni.
- Może już pójdziemy. - zaproponował Mesut.
- Nie, Lisa chce żebyście zostali.
- Tak proszę. - wtrąciła się wracając do kuchni. - Trochę krwi z nosa to nic strasznego, u mnie to raczej normalne. - znowu na jej twarzy pojawił się uśmiech. - Wiecie co może zagramy w coś ? Jestem iekawa, czy tak samo świetni jesteście na wirtualnym boisku. - piłkarze podjęli wyzwanie. Zapanowaął ponownie miła atmosfera. Lisa była świetna, albo piłkarze dawali jej wygrać. Dobrze się bawili, pomimo przykrych incydentów. Później zaczęli tańczyć, Lisa dawno tak dobrze się nie bawiła, właściwie, bawiła się ostatni raz z Memo, od jego śmierci nie miałą na to czasu, ani ochoty. Późno w nocy pożegnali gości razem posprzątali, choć Cris nalegał, że zrobi to sam. Lisa była szczęśliwa, choć wiedziała że jutro koszmar zacznie się na nowo. Wiedziała, że będzie ciężko, uważała tez, że ze względu na przeszłość nie może pozwolić Crisowi na opiekę nad nią, że w życiu zbyt wiele krzywdy mu wyrządziła.
- EJ sluchasz mnie ?- zamyśliła się.
- Przepraszam Ronaldo zamyśliłam się. Możesz powtórzyć.
- Mówiłem, że jutro nie mam treningu, właściwie to w sobote ostatni mecz, a później przygotowania do Euro.
- Crisz nie za dużo na siebie bierzesz ? - spojrzał na nia pytająco. - Mówie o tym, że masz zobowiązania, a ja jeszcze utrudniam ci życie, a powinnam wynagradzać ci to co stało się kiedyś.
- Przestań gadać bzdury Alise. To co było kiedyś nie ma dzisiaj znaczenia. - spojrzała mu w oczy.
- Jesteś pewien, że to już nie ma znaczenia.
- Tak jestem pewien. Poradzimy sobie. NIe zostawię cię.
- Przestań to powtarzać, odejdź póki możesz. - złapał ją za ręce.
- to mnie nie zraża, aż tak łatwo ci nie pójdzie. - Wziął ją w ramiona. - Będzie dobrze.
- Mam nadzieję - wyszeptała mu do ucha. - Boję się .- on mocniej ja przytulił. - Ale wiesz czego boję się najbardziej ? - spojrzała mu w oczy. - Że będziesz cierpiał. Tak jak przed laty. A ja sobie wtedy obiecałąm, że nigdy więcej nie pozwolę ci cierpieć. - rozpłakała się. A on ponownie otulił ją ramionami.
- Pamiętaj, że wtedy i teraz wiedziałem co robię. Dlatego nie zadręczaj się. Nie zostawię cię, nigdy.
- Kocham Cię Ronaldo. - te słowa go zamurowały, wiedział, że kocha go jak przyjaciela i to się nigdy nie zmieni.
- Chodź czas spać. - odprowadził ją do sypialni, a sam później wrócił do sprzątania. Wiedział, że jutro zacznie się największy i najważniejszy mecz w jego żeciu. Wiedział, że będzie musiał walczyć, ze sobą i z Alise.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz