Stał nad jej grobem trzymając na ręku ich 2 miesięczną córkę. Milagros. Dzisiaj świętowaliby swoją pierwszą rocznicę ślubu. Niestety to nie było im dane. Kochał ją i wykorzystał czas który został im dany bardzo mocno.
Miesiąc po ślubie:
Była taka szczęśliwa brała leki, ale nie czuła się po nich zmęczona wręcz przeciwnie, chciała żyć miała dla kogo. Niedawno pojawiły się mdłości, nie sądziła, że może zajść w ciąże więc sceptycznie podeszła do pomysłu Cristiano o zrobienie testu. Jednak go zrobiła. Siedzieli razem w łazience, czekając jak na szpilkach.
- Cristiano wiesz, że jeżeli to prawda to ja urodzę to dziecko ? Musisz to wiedzieć. - wiedział doskonale, sam był takim egoistą, że nie prosiłby o to, chciał mieć coś po niej.
- Oczywiście, że wiem skarbie. - powiedział całując ją w czoło. - To co sprawdzamy ? - przytaknęła. Cris podszedł do komody gdzie leżał test. Wynik był jednoznaczny. - Dwie kreski to co ?
- Głuptasie jestem w ciąży. - rzuciła mu się w ramiona. On kręcił nią wokół własnej osi. nie pamiętał kiedy ostatnio był równie szczęśliwy co przerażony. Pocałował ją.
- Tak się cieszę. Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę.
- Wiem też się cieszę.
- Teraz musimy pojechać do lekarza, później powiedzieć rodzicom i cieszyć się naszym cudem. - pocałował brzuch brunetki.
Tak było lekarz oczywiście stwierdził, że są skrajnie nieodpowiedzialni, że to się nie uda. Nie w jej stanie, ale oni się uparli oboje wiedzieli, że ich dziecko się urodzi. To wszystko było cudem. Rodzice się ucieszyli, ale bali się gdyż znali prawdę o stanie córki. Najbardziej jednak cieszył się Junior chciał mieć siostrzyczkę, którą by się opiekował. Ciąża przebiegała bez komplikacji, Lisa był a szczęśliwa, a Cristiano razem z nią. Pomagał jej we wszystkim, nosił wszędzie byleby się nie przemęczała.
Był przy porodzie. Nigdy nie wymaże z pamięci widoku zapłakanej Lisy trzymającej ich córkę.
- Milagros. - powiedziała. - Nasz mały cud. - pocałował je.
Potem było już tylko gorzej, aż przyszedł czas by się pożegnać. Wszedł na jej salę a jej ręka spoczywała na leżącej w łóżeczku małej rączce Milagros.
- Cristiano otwórz szafkę proszę. - zrobił o co poprosiła. Wyjął duży plik listów.
- Kochanie co to jest ? - pierwszy był adresowany do niego.
- To są moje ostatnie słowa. - starała się uśmiechnąć. - Do ciebie,Juniora, moich rodziców, rodzeństwa, twojej mamy, naszych przyjaciół, ale najwięcej jest do Milagros. - rozpłakała się. - Tak bardzo cię kocham córeczko. To takie niesprawiedliwe, ze nie będę mogła ci pomóc, zobaczyć twoich pierwszych kroków, nie powiesz do mnie mamo, potem nie pocieszę cię gdy ktoś złamie ci serce.
- To nie będzie miało miejsca.- zaśmiała się.
- Tatuś wtedy mu coś złamie. Nie pomogę ci w przygotowaniu twojego ślubu, wesela. Nie doradzę jak wychować dziecko. Dlatego napisałam do niej wiele listów. Każdy na inną okazję chcę byś je jej dawał. W domu jest też film na którym po prostu jestem. Chcę by znała mój głos. - płakała. A on z nią.
- Kochanie dlaczego to mówisz ?
- Bo wiem wszystko. Cristiano kocham cię i nie umiesz nic przede mną ukryć. Jesteś moją wielką miłością. Dzięki tobie żyłam.Umieram szczęśliwa. Ale chcę żebyś walczył dla niej. Chcę żebyś ułożył sobie życie dla naszych dzieci. Dla Milagros i Juniora. Oni będą cię potrzebowali zawsze. Tak bardzo cię kocham Cris. - pocałował ją.
- Też cię kocham. I na moją miłość obiecuje, że się nie poddam. Nigdy zawsze będę silny dla ciebie i naszych dzieci. Nigdy o tobie nie zapomnę. A nasza córka cię pozna. Nie fizycznie, ale otoczę ją tobą. Sam siebie otoczę. - płakał jak dziecko, a ona gładziła jego włosy. - Drugi raz Bóg odbiera mi to co mam najcenniejszego. Ale nie poddam się Lisa. Tak bardzo się boję kochanie.
- A ja nie. Wiem że sobie poradzisz. - pocałowała go i spojrzała na Milagros. - Wiem, że razem sobie poradzicie. RAZEM. Jesteś, zawsze byłeś moim cudem Cristiano, a ja będę twoim Aniołem Stróżem, waszym.
Bóg zabrał Lisę następnego dnia. Jednak Cris się nie załamał, nie załamał się, gdy Milagros płakała w niebo głosy a on nie wiedział co zrobić, nie załamał się gdy Junior pytał dlaczego Lisa już nie wróci. Nie załamał się na pogrzebie. Wciąż ją czuł dom był jej pełen. Poradził sobie. Czasami tylko płakał w nocy patrząc na jej zdjęcie, ale wiedział, że ona już nie cierpi. Wciąż ją kochał i zawsze tak zostanie.
Teraz:
Stał nad jej grobem z córką. Minęły dwa miesiące od jej śmierci i dwa od narodzin Milagros. Wciąż nie przeczytał jej listu. Odłożył małą do wózka i postanowił to zrobić.
" Moja wielka prawdziwa miłości,
kochanie wiesz o mnie wszystko, ale czasami mam wrażenie, że nie wiele wiesz od sobie. Wiele sobie zarzucałeś, gdy OBOJE zdradziliśmy Memo. Wszystko przyjąłeś na siebie, a ja tego chciałam. Już wtedy cię kochałam. On to wiedział. Ty też musiałeś poznać prawdę, ale nie od razu. Wiesz dlaczego powiedziałam ci to dopiero po jego śmierci, bo wiedziałam, że będziesz walczył. Wiedziałam też, że może zmienię swoją decyzję i będę z tobą. Bałam się tego, że go zostawię. Uwierz mi to było realne. Nie dla ciebie ale miałam takie myśli czasami, że robię coś złego. Moja miłość do ciebie ewoluowała, dojrzewała jak owoc. Nie żałuję, że zachorowałam, bo wraz z chorobą powróciłeś ty. Mogłam odpokutować to co ci zrobiłam i być z tobą, kochać cię, pieścić, być tylko twoja. Nie żałuję też dlatego, że to co nam się przydarzyło było magiczne. Widziałam tą magię gdy czekałeś pod ołtarzem, gdy mówiłeś, że mnie kochasz, gdy się kochaliśmy. Ta magia sprawiła cud. Dzięki niej zostałam matką, ale nie mówię tu tylko o Milagros, mówię o moim synku. Musisz mu dać list. Kocham nasze dzieci. Kocham, a raczej bardzo kochałam swoje życie i zawsze będę kochała ciebie, nawet tu gdzie jestem teraz.
Wiele mogliśmy jeszcze przeżyć, ale nigdy nie oczekiwałam też, że aż tyle przeżyjemy. Kocham cię i wiem że jesteś silny.
Twoja Lisa"
Żył dalej a ich miłość była jak wiatr, nie mógł jej zobaczyć ale ją czuł.
Dziękuję za to, że ktoś to czytał ;)
Mało komentarzy ale zawsze coś, lubiłam pisać to opowiadanie, było bardzo osobiste i nie sądziłam, że tak to się skończy.
Jeszcze raz dziękuję :***
Miesiąc po ślubie:
Była taka szczęśliwa brała leki, ale nie czuła się po nich zmęczona wręcz przeciwnie, chciała żyć miała dla kogo. Niedawno pojawiły się mdłości, nie sądziła, że może zajść w ciąże więc sceptycznie podeszła do pomysłu Cristiano o zrobienie testu. Jednak go zrobiła. Siedzieli razem w łazience, czekając jak na szpilkach.
- Cristiano wiesz, że jeżeli to prawda to ja urodzę to dziecko ? Musisz to wiedzieć. - wiedział doskonale, sam był takim egoistą, że nie prosiłby o to, chciał mieć coś po niej.
- Oczywiście, że wiem skarbie. - powiedział całując ją w czoło. - To co sprawdzamy ? - przytaknęła. Cris podszedł do komody gdzie leżał test. Wynik był jednoznaczny. - Dwie kreski to co ?
- Głuptasie jestem w ciąży. - rzuciła mu się w ramiona. On kręcił nią wokół własnej osi. nie pamiętał kiedy ostatnio był równie szczęśliwy co przerażony. Pocałował ją.
- Tak się cieszę. Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę.
- Wiem też się cieszę.
- Teraz musimy pojechać do lekarza, później powiedzieć rodzicom i cieszyć się naszym cudem. - pocałował brzuch brunetki.
Tak było lekarz oczywiście stwierdził, że są skrajnie nieodpowiedzialni, że to się nie uda. Nie w jej stanie, ale oni się uparli oboje wiedzieli, że ich dziecko się urodzi. To wszystko było cudem. Rodzice się ucieszyli, ale bali się gdyż znali prawdę o stanie córki. Najbardziej jednak cieszył się Junior chciał mieć siostrzyczkę, którą by się opiekował. Ciąża przebiegała bez komplikacji, Lisa był a szczęśliwa, a Cristiano razem z nią. Pomagał jej we wszystkim, nosił wszędzie byleby się nie przemęczała.
Był przy porodzie. Nigdy nie wymaże z pamięci widoku zapłakanej Lisy trzymającej ich córkę.
- Milagros. - powiedziała. - Nasz mały cud. - pocałował je.
Potem było już tylko gorzej, aż przyszedł czas by się pożegnać. Wszedł na jej salę a jej ręka spoczywała na leżącej w łóżeczku małej rączce Milagros.
- Cristiano otwórz szafkę proszę. - zrobił o co poprosiła. Wyjął duży plik listów.
- Kochanie co to jest ? - pierwszy był adresowany do niego.
- To są moje ostatnie słowa. - starała się uśmiechnąć. - Do ciebie,Juniora, moich rodziców, rodzeństwa, twojej mamy, naszych przyjaciół, ale najwięcej jest do Milagros. - rozpłakała się. - Tak bardzo cię kocham córeczko. To takie niesprawiedliwe, ze nie będę mogła ci pomóc, zobaczyć twoich pierwszych kroków, nie powiesz do mnie mamo, potem nie pocieszę cię gdy ktoś złamie ci serce.
- To nie będzie miało miejsca.- zaśmiała się.
- Tatuś wtedy mu coś złamie. Nie pomogę ci w przygotowaniu twojego ślubu, wesela. Nie doradzę jak wychować dziecko. Dlatego napisałam do niej wiele listów. Każdy na inną okazję chcę byś je jej dawał. W domu jest też film na którym po prostu jestem. Chcę by znała mój głos. - płakała. A on z nią.
- Kochanie dlaczego to mówisz ?
- Bo wiem wszystko. Cristiano kocham cię i nie umiesz nic przede mną ukryć. Jesteś moją wielką miłością. Dzięki tobie żyłam.Umieram szczęśliwa. Ale chcę żebyś walczył dla niej. Chcę żebyś ułożył sobie życie dla naszych dzieci. Dla Milagros i Juniora. Oni będą cię potrzebowali zawsze. Tak bardzo cię kocham Cris. - pocałował ją.
- Też cię kocham. I na moją miłość obiecuje, że się nie poddam. Nigdy zawsze będę silny dla ciebie i naszych dzieci. Nigdy o tobie nie zapomnę. A nasza córka cię pozna. Nie fizycznie, ale otoczę ją tobą. Sam siebie otoczę. - płakał jak dziecko, a ona gładziła jego włosy. - Drugi raz Bóg odbiera mi to co mam najcenniejszego. Ale nie poddam się Lisa. Tak bardzo się boję kochanie.
- A ja nie. Wiem że sobie poradzisz. - pocałowała go i spojrzała na Milagros. - Wiem, że razem sobie poradzicie. RAZEM. Jesteś, zawsze byłeś moim cudem Cristiano, a ja będę twoim Aniołem Stróżem, waszym.
Bóg zabrał Lisę następnego dnia. Jednak Cris się nie załamał, nie załamał się, gdy Milagros płakała w niebo głosy a on nie wiedział co zrobić, nie załamał się gdy Junior pytał dlaczego Lisa już nie wróci. Nie załamał się na pogrzebie. Wciąż ją czuł dom był jej pełen. Poradził sobie. Czasami tylko płakał w nocy patrząc na jej zdjęcie, ale wiedział, że ona już nie cierpi. Wciąż ją kochał i zawsze tak zostanie.
Teraz:
Stał nad jej grobem z córką. Minęły dwa miesiące od jej śmierci i dwa od narodzin Milagros. Wciąż nie przeczytał jej listu. Odłożył małą do wózka i postanowił to zrobić.
" Moja wielka prawdziwa miłości,
kochanie wiesz o mnie wszystko, ale czasami mam wrażenie, że nie wiele wiesz od sobie. Wiele sobie zarzucałeś, gdy OBOJE zdradziliśmy Memo. Wszystko przyjąłeś na siebie, a ja tego chciałam. Już wtedy cię kochałam. On to wiedział. Ty też musiałeś poznać prawdę, ale nie od razu. Wiesz dlaczego powiedziałam ci to dopiero po jego śmierci, bo wiedziałam, że będziesz walczył. Wiedziałam też, że może zmienię swoją decyzję i będę z tobą. Bałam się tego, że go zostawię. Uwierz mi to było realne. Nie dla ciebie ale miałam takie myśli czasami, że robię coś złego. Moja miłość do ciebie ewoluowała, dojrzewała jak owoc. Nie żałuję, że zachorowałam, bo wraz z chorobą powróciłeś ty. Mogłam odpokutować to co ci zrobiłam i być z tobą, kochać cię, pieścić, być tylko twoja. Nie żałuję też dlatego, że to co nam się przydarzyło było magiczne. Widziałam tą magię gdy czekałeś pod ołtarzem, gdy mówiłeś, że mnie kochasz, gdy się kochaliśmy. Ta magia sprawiła cud. Dzięki niej zostałam matką, ale nie mówię tu tylko o Milagros, mówię o moim synku. Musisz mu dać list. Kocham nasze dzieci. Kocham, a raczej bardzo kochałam swoje życie i zawsze będę kochała ciebie, nawet tu gdzie jestem teraz.
Wiele mogliśmy jeszcze przeżyć, ale nigdy nie oczekiwałam też, że aż tyle przeżyjemy. Kocham cię i wiem że jesteś silny.
Twoja Lisa"
Żył dalej a ich miłość była jak wiatr, nie mógł jej zobaczyć ale ją czuł.
Dziękuję za to, że ktoś to czytał ;)
Mało komentarzy ale zawsze coś, lubiłam pisać to opowiadanie, było bardzo osobiste i nie sądziłam, że tak to się skończy.
Jeszcze raz dziękuję :***
Wybacz za spam, ale...
OdpowiedzUsuńZa górami, za lasami.. Może nie aż tak daleko, bo w Madrycie, rok 2013! Atletico, Villa, Prezes, Córka. Zapraszam! http://algo-me-gusta-de-ti.blogspot.com/