Teraz :
- Teraz już wszystko rozumiem. - powiedział brunet.
- Co rozumiesz ? - spytała.
- Dlatego przed śmiercią kazał mi się tobą zaopiekować, mówił, że wie więcej niż mi się wydaje. Nigdy nie zachował się w stosunku do mnie źle. Nigdy nie dał mi do zrozumienia, że wie. Nigdy mnie nie znienawidził.
- Był wspaniałym człowiekiem. Mieliśmy wielkie szczęście Cristiano, że był obecny w naszym życiu.
- To prawda. - uśmiechnął się do kobiety. - Spakowałem wszystko a ty ?
- Tak skończyłam. Chcę sprzedać to mieszkanie. - popatrzył na nią zdziwiony. - Mi się już nie przyda Cristiano, ja tu nigdy nie wrócę.
- Wrócisz będziesz żyła.
- Nie nie rozumiesz. - złapała go za rękę. - Wierzę, że wygram z chorobą. Ja to wiem. Ale nie chcę tu wracać zrozum. Ja po tych latach cierpienia chcę w końcu zacząć żyć od nowa.
- Rozumiem. - mocno ją przytulił. Bardzo chciał żeby żyłą, żeby rozpoczęła nowe życie z nim w Madrycie z nim i z Juniorem. - Chodź pojedziemy na cmentarz, później po Juniora do twoich rodziców i do domu. - spojrzała na niego i pocałowała go w policzek.
- Twój dom to mój dom Cristiano. - to było najpiękniejsze co mógł usłyszeć.
Pojechali na cmentarz. Jednak to nie było tak jak wcześniej Lisa nie potrzebowała zostać sama. Zapaliła jedynie znicz i pomodliła się chwilę.
- Kocham cię Memo, ale nie mogę żyć dla ducha do końca swojego życia. - odeszli razem. Odeszli silniejsi i bardziej pewni siebie, pewni tego co czują, ale nie wystarczająco pewni by o tym porozmawiać by się odważyć. Przed domem Cristiano powitała ich Katia.
- Kochana tak długo cię nie widziałam. - powiedziała siostra piłkarza rzucając się Lisie na szyję, gdyby nie stojący za nią brunet Katia przewróciłaby ją.
- Też się cieszę, że cię widzę. - przerwał im biegnący do Cristiano chłopczyk.
- Tata. - wpadł wprost w ramiona piłkarza. Lisa nie mogła uwierzyć jak bardzo przypomina jej przyjaciela. Te same oczy, karnacja włosy. Cristiano mocno przytulił chłopca.
- Zabieram cię do domu synku. - mały bardzo się ucieszył. - Teraz chciałbym żebyś poznał kogoś, kogoś kogo tata zna całe swoje życie i kto jest bardzo dla taty ważny.- postawił małego na ziemi i obaj zwrócili się do Lisy. - Junior to jest ciocia Lisa moja najlepsza przyjaciółka. - mały podszedł do Lisy i wyciągnął do niej ręce. Ona wzięła go w ramiona a z jej oczy popłynęły łzy. Sama nie wiedziała dlaczego, poczuła do małego wielkie uczucie. Pokochała go od pierwszej chwili. Cristiano przytulił ich oboje, a Katia zrobiła im zdjęcie.
- Teraz tylko wywołać i powiesić w twojej sypialni braciszku.
- Dzieci .- głośny radosny krzyk pani Dolores rozległ się w ogrodzie. - Tak się cieszę, że was widzę.- najpierw przytuliła Lisę. - Pięknie wyglądasz. - później wzięła w ramiona swojego syna. - Nawet nie wiesz jak jestem dumna. - powiedziała mu na ucho. Oderwała się od nich. - Jak długo zostaniecie ?
- Mamo w zasadzie zabieramy rzeczy małego i jedziemy do rodziców Lisy.
- Nie ma potrzeby. - powiedziała pani Dolores. - Oni zaraz przyjadą. - rzeczywiście gdy pakowali razem Juniora pod dom podjechał samochód. Wysiedli z niego rodzice Lisy. Lisa od razu wybiegła im naprzeciw i rzuciła im się w ramiona. Długo tak stali. Mama Lisy płakała ze szczęścia.
- Lisa jak się czujesz ? - spytał tata.
- Dobrze. Chodzę na chemię ale daję radę. Cristiano bardzo mi pomaga, nie odstępuje mnie na krok. - matka dziewczyny przytuliła bruneta.
- Dziękuje ci chłopcze jesteś naszym cudem. - nie powiedziała nic więcej tylko przytulała bruneta.
- Tato porozmawiajmy chwilę. -poszli razem na tyły domu.
- Słucham kochanie.
- Chciałabym żebyś zabrał z mojego mieszkania zdjęcia pamiątki i umieścił na strychu. Ubrania oddał biednym, a mieszkanie sprzedał.
- Jesteś pewna ?
- Jak niczego innego tatusiu. Chce zacząć nowe życie.
- Z Crsitiano ?
- Nie wiem czy z nim, ale obok niego JUŻ NA ZAWSZE.
Spędzili w Portugalii jeszcze parę godzin i ruszyli w drogę do Madrytu. Nie chcieli wracać zbyt późno. Junior bardzo szybko zasnął zresztą Lisa też. Jutro znowu czekała ją chemia. Kolejna. Tą pierwszą przyjęła bardzo dobrze, ale wiedział, że będzie tylko trudniej, ale wiedział też, że sobie poradzą, że będę razem wspierając się. Dotarli do Madrytu późnym wieczorem. Najpierw wziął na ręce Juniora i zaniósł go do jego pokoju. Późnej wziął na ręce Lise, gdy niósł ją do domu dziewczyna się obudziła.
- Umiem chodzić.
- Wyobraź sobie że wiem. - zaśmiał się Portugalczyk. - Ale po co ?
- Nie no pewnie, co teraz wszędzie będziesz mnie nosił ?
- Z przyjemnością. - stanęli w domu. Cristiano nie wiedział gdzie zanieść dziewczynę, chciał zanieść ją do swojej sypialni, w pewnym momencie zobaczył na jej twarzy grymas bólu. - Lisa co się dzieje. - postawił ją, a ta szybko pobiegła do łazienki. Mężczyzna od razu pobiegł za nią . Wymiotowała, jednak nie zniosła chemii tak dobrze.
- Cris wyjdź proszę. - ten jedynie przyklęknął przy niej i złapał jej włosy. - Nie chce żebyś na to patrzył. - osunęła się na ścianę przy ubikacji. Cristiano znowu wziął ją w ramiona.
- Lisa jesteś rozpalona. Jedziemy do szpitala. - położył ją na sofie i zadzwonił do Pepe, który mieszkał najbliżej żeby został z Juniorem. Po 15 minutach dotarli do szpitala. Przyjął ich doktor prowadzący Lisę.
Badania trwały długo a Cris nerwowo chodził po korytarzu, gdy lekarz opuścił salę Lisy od razu podbiegł do niego.
- Panie doktorze co z nią ?
- Przykro mi to powiedzieć, ale się przeziębiła. To w jej stanie bardzo ryzykowne podaliśmy jej już kroplówkę.
- Ale co to oznacza dla niej ? Jak to w ogóle możliwe przecież nawet nie wyglądała na chorą.
- Nie musiała. U chorych na raka, przeziębienia przebiegają inaczej nie musi pojawić się katar kaszel. W praktyce to źle rokuje dla niej. - Cristiano momentalnie usiadł to było za wiele. - Spokojnie nie jest tragicznie tylko to opóźni kolejną chemię o jakiś tydzień. W jej przypadku czas nie jest przyjacielem, nie leczy ran a zmniejsza jej szanse. - Cristiano zaczął płakać. Spojrzał przez szybę na słabą Lisę podłączoną do rurek i różnych sprzętów. - Panie Ronaldo proszę mieć nadzieję. Ja ze swojej strony obiecuję, że będę o nią walczył. - lekarz odszedł zostawiając go samego. Nie wiedział co ze sobą zrobić. Poszedł do kaplicy. Wcześniej dał znać tylko Pepe, że nie wróci tak prędko. Pierwszy raz od dawna modlił się tak żarliwie. Był wierzący, ale nigdy nie potrzebował chodzić do kościoła. Wierzył w Boga, w to że wszystko co się dzieje jest w jego rękach.
- Nie zabieraj mi jej proszę. - płakał rozmawiając z Bogiem w kaplicy. - Obiecuję, że zrobię wszystko, tylko mi jej nie zabieraj. - wrócił przed salę w której leżała Lisa, a ona wciąż spała. Była taka niewinna taka spokojna i taka piękna. Tak bardzo ją kochał, tak bardzo pragnął by z nim była. Nie chciał dzwonić do jej rodziców, nie chciał ich martwić. Jeszcze nie teraz. Nie wiedział kiedy zasnął. Obudził go Fabio.
- Co ty tu robisz ? - spytał zdziwiony.
- Pepe jest z Juniorem, ale ciebie też ktoś musi wspierać. A poza tym śpiąca królewna się obudziła. - od razu wstał i spojrzał przez szybę. Rzeczywiście już nie spała. Ich oczy się spotkały a ona nieznacznie się uśmiechnęła. Zostawił przyjaciela i wszedł do niej. Od razu ją przytulił. - Nie rób mi tego więcej. - szeptał jej do ucha. - Nie poradzę sobie bez ciebie. - głaskała go po głowie chcąc tym samym go uspokoić.
- Nigdzie się nie wybieram. - nagle na ekranie pojawiła się prosta kreska zwiastująca koniec.... koniec życia ale nie tylko jej ale też jego. Ciszę przerwał jego przeraźliwy krzyk..... taki sam jak jej po stracie ukochanego.....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz